Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom 1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom 1. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2016

39. Dzień ma znaczenie - cz. 2

I oto jest! Ostatni rozdział pierwszego tomu!
Obawiam się, że jest dość krótko i nie jestem pewna, czy zwarłam tam wszystkie informacje, ale mam nadzieję, że tak.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny tom, ale PRZYSIĘGAM, że nie będzie to dłużej niż dwa-trzy miesiące. Muszę na chwilę odpocząć od tego opowiadania, żeby potem móc spojrzeć na niego świeżym okiem.
W kolejnym tomie dowiecie się, czy Harry spotka ponownie profesora Woulda, czy odzyska miłość swojego ojca, czy znajdzie swoją drugą połówkę i czy w końcu zakończy wojnę z Voldemortem.
Czekajcie, a tymczasem przedstawiam ostatni rozdzialik!
Zbetowane przez carmendraconi.
^^^


„Harry stał na schodkach prowadzących do domu, chowając się koło drzwi i z coraz większym niepokojem słuchał głośnych głosów Syriusza i wujka Remusa. Był właśnie w odwiedzinach u tego drugiego, bo jego rodzice zostawili go samego w domu, zabierając Harresa na wycieczkę. Wtedy przyszedł Black i gdy Harry wyjaśnił mu na migi, że rodzice go zostawili, Łapa postanowił zabrać go do Lupina. Młody Potter już dawno zauważył, jak bardzo Remus cieszy się, gdy tylko Black go odwiedza. Harry nie znał się dobrze na uczuciach dorosłych, ale to, co błyszczało w oczach Lunatyka za każdym razem, gdy spoglądał na Syriusza, nie dało się pomylić z niczym innym. Jednak Black wydawał się tego nie widzieć. Harry wiedział, że jego chrzestny jest wspaniałą osobą, ale czasem był po prostu okropnie ślepy.
A teraz nie dość, że Syriusz nie widział oczywistego bólu w oczach Remusa, to jeszcze się z nim kłócił.
- Przestań na mnie wrzeszczeć – powiedział spokojnie Lupin, kręcąc głową. – To że potępiam twój pomysł nie znaczy, że ci tego zabronię.
- Nie cierpię jak mnie potępiasz – syknął Black krzyżując ręce na piersi. – Poza tym, mam prawo wyjechać.
- I zostawić Harry’ego samego? On cię kocha, a Lily i James…
- Może jak nagle się okaże, że zostali sami i muszą sobie poradzić to zmądrzeją.
- Naprawdę w to wierzysz? James z jakiegoś powodu nie przepada za Harrym i nie wygląda na to, by miało się to zmienić.
- Nie rozumiem tylko, dlaczego. Wiem, że Harres bardzo mu przypomina Willowa, ale to nie znaczy, że musi znienawidzić swojego drugiego syna. Co mu odbiło?
- Nie o tym teraz rozmawialiśmy – przerwał mu Remus. – Dlaczego chcesz wyjechać?
- Powiedziałem już. Poza tym, mam tam zagwarantowaną pracę, możliwość przyjazdów do Anglii na weekendy i zapewnione mieszkanie. Podejrzewam, że pensja też nie będzie najgorsza, bo teraz potrzeba dobrze wykwalifikowanych aurorów. A Stany to naprawdę ciekawy kraj…
- Skończ już. Myślałem, że zależy ci na Harrym i… na mnie.
- Wiesz, że zależy. Po prostu muszę się uwolnić od tego życia. Od kiedy James został zastępcą szefa w Biurze Aurorów, dostaję same najgorsze i najbardziej cuchnące sprawy. Mam już dość. Chcę odpocząć – westchnął Black.
- Rozumiem to, ale czy nie mógłbyś zostać w Anglii? Stany… wiesz, jak trudno jest dostać magiczną wizę. Nie będziemy mogli cię odwiedzać.
- Ale ja was będę. Co tydzień, w weekendy.
- To niewiele – szepnął Lupin siadając na sofie.
- Przestań. Mimo że jestem w Anglii i tak mnie nie odwiedzasz, więc jaka różnica.
- Wiesz, że Ministerstwo robi mi od jakiegoś czasu problemy przez mój futerkowy problem. Nie zawsze mogę do ciebie wpaść.
- Choć raz byś mógł. Od kiedy zakończyła się wojna, byłeś u mnie może dziesięć razy. Dlaczego nie przychodzisz, a robisz mi wyrzuty, że wyjeżdżam?
Harry wybrał ten moment, by wejść do niewielkiego saloniku należącego do Lupina. Uśmiechnął się niepewnie, patrząc pytająco, czy nie przerwał im czegoś ważnego.
- Chodź, dzieciaku. Tylko rozmawiamy – uśmiechnął się Black. Mężczyzna znał już na tyle dobrze swojego chrześniaka, że mimo tego, że chłopiec nie mówił od paru lat, wiedział zazwyczaj, co Harry chce przekazać. Chwycił chrześniaka za rękę i posadził sobie na kolana, przytulając go lekko. – Musimy porozmawiać, Słoneczko.”
                                                                                   ***
„- Harry, wrócimy za parę godzin – oznajmił James, wchodząc do pokoju syna. – Za niedługo przyjedzie Syriusz i Remus. Masz się zachowywać, bo inaczej pożałujesz. Jasne?
Harry pokiwał delikatnie głową i w milczeniu patrzył, jak jego ojciec wychodzi z pokoju i zatrzaskuje za sobą drzwi. Chłopiec zacisnął usta, powstrzymując łzy i rzucił się na łóżko, przytulając lekko do niewielkiego pieska, którego dał mu Syriusz, gdy miał dwa latka. Mężczyzna mówił, że dostał tego pluszaka od Jamesa, gdy byli na wycieczce Hyde Park, gdzie było wielkie świąteczne wesołe miasteczko. Gdy Harry chciał dowiedzieć się więcej, Syriusz na moment zamyślił się i na jego twarzy pojawił się ból. Bąknął coś wtedy i szybko zmienił temat. Widocznie wydarzenia z tamtego czasu były dla Blacka w jakiś sposób bolesne.
Spojrzał na czarnego pieska z wytrzeszczonymi oczami i uśmiechnął się lekko. Zdążył się przyzwyczaić, że jego rodzice w urodziny dawali mu jakiś niewielki podarunek i wychodzili albo zostawiali go samego w pokoju. Całkiem inaczej wyglądały urodziny Harresa, które przypadały na kwiecień, ale Harry starał się o tym nie myśleć, by nie powodować u siebie więcej bólu.
Dzisiaj kończył jedenaście lat i w końcu będzie mógł pojechać do Hogwartu. Miał nadzieję, że tam uda mu się zdobyć jakiś przyjaciół, mimo tego, że nie mówił. Z niecierpliwością wyczekiwał 1 września, tak samo jak przyjazdu Syriusza.
Po tym, jak Black wyprowadził się do Ameryki, pojawiał się u Potterów coraz rzadziej. Harry go nie winił, bo za każdym razem, gdy Syriusz przyjeżdżał, James urządzał jakieś awantury, głównie z powodu Harresa. Łapa okropnie za nim nie przepadał, a jego ojciec wprost wielbił. Harry nie był pewny, z jakiego powodu, ale tak po prostu było. Dlatego gdy Syriusz zjawiał się z wizytą, Harres doczepiał się do Blacka jak rzep i ignorował chłodny ton dorosłego. Czarnowłosy Potter wiedział, że jego brat bardzo podziwia jego chrzestnego i wiele razy mówi, że chce w przyszłości być taki jak on. Harry nie sądził, że to możliwe, ale nic nie mówił, więc też nie komentował tego.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi. Harry zerwał się z łóżka i popędził na dół, przeskakując co dwa schodki. Otworzył z rozmachem drzwi i gdy tylko zobaczył gościa, rzucił się mu na szyję. Syriusz sapnął lekko, ale zaraz roześmiał się. Z ledwością utrzymał w ręce siatkę, w której miał jakieś rzeczy i przytulił jedną ręką chrześniaka.
- Stęskniłeś się, dzieciaku? – roześmiał się wchodząc do środka, z Harrym uwieszonym na szyi. Stojący za nim Remus zamknął drzwi ze śmiechem. – Ja też się stęskniłem. Aleś wyrósł. Ile się nie widzieliśmy? Półtora miesiąca? A urosłeś prawie o cal*.
Harry roześmiał się dźwięcznie i w końcu puścił chrzestnego. Zajrzał z ciekawością na siatkę w ręce Blacka i wyszczerzył się, widząc, że Syriusz kupił mu to, o co prosił w listach.
Mężczyźni rozsiedli się w salonie i dopiero, gdy Harry potwierdził skinięciem głowy, że rodzice zostawili go samego i nie wrócą wcześniej niż wieczorem, obaj dorośli odprężyli się nieco bardziej. Obojgu ciążyła nieprzyjemna atmosfera, która pojawiała się, gdy tylko James otwierał usta. Syriusz postanowił zapatrzyć herbaty, a Remus powiększył jakieś pudełko i postawił je na stole. Młody Potter patrzył na nie z ciekawością, zastanawiając się, co takiego może się w nim znajdować. Wiedział, że prezent jest w torbie, którą przyniósł jego chrzestny, ale co mogło być w tym pudełeczku? Spojrzał na Blacka, który właśnie przyniósł tackę z filiżankami i cukierniczką, starając się wypytać go wzrokiem, co też Łapa wymyślił.
- No! Herbata zaraz będzie, więc możemy otworzyć prezenty – uśmiechnął się Syriusz siadając obok Harry’ego i obejmując go lekko ramieniem. – Najpierw to? – wskazał na pudełko na stole. – Czy to? – pokazał mu torbę.
Harry przygryzł wargę i ciekawość zwyciężyła. Chwycił pudło ze stołu. Okazało się niezbyt ciężkie, ale Syriusz pomógł mu wziąć je na kolana, jakby bał się, że chłopiec je puści. Widocznie w środku było coś, czego nie należało puszczać. Harry niepewnie otworzył i zaraz na jego usta wpłynął szczęśliwy uśmiech. W środku był spory tort, na oko czekoladowy, z czerwoną lukrową polewą i napisem: „Wszystkiego Naj, Słońce!”. Chłopiec odstawił pudełko na stół i rzucił się na szyję, najpierw chrzestnemu, a potem Lupinowi. Oboje dorośli zachichotali szczęśliwi, że udało im się wywołać tak nieraz rzadki uśmiech na twarzy chłopca.”
                                                                                 ***
Harry wpatrywał się długo w szklaną powierzchnię butelki, w której był zamknięty statek. Przyszłość nie była taka, jaką sobie zamarzył, a mimo to już w tym momencie wiedział, jaką podejmie decyzję odnośnie swojego powrotu. Spojrzał jeszcze na Czas, który w milczeniu przypatrywał mu się jakby w zastanowieniu.
- Mogę wiedzieć, dlaczego tata tak się zachowuje? Co takiego mu zrobiłem?
- James… Widział twoją „śmierć” i obwinia się o nią. Tyle razy mówiono ci, że jesteś podobny do ojca, więc chyba odpowiedź nasuwa się sama. James widzi w tobie samego siebie, a łatwiej mu nienawidzić swojego syna i obwiniać go niż myśleć, że to tylko i wyłącznie jego wina. Harresa kocha i wręcz wielbi z tego samego powodu. Przypomina mu Harry’ego Willowa.
Harry zacisnął usta.
- A Syriusz? Kocha mnie, mimo że jestem podobny do taty.
- Długo nie potrafił uporać się z twoją śmiercią, ale to, że o tobie pamiętał, pozwoliło mu spojrzeć na małego Harry’ego Pottera całkiem inaczej. Nie próbował zapomnieć, jak James. Schował Willowa w swoim sercu, schował w nim ciebie i dzięki temu, że nieraz myśli, „co zrobiłby Harry Willow”, potrafi patrzeć na świat tak jak ty.
- Ja? Przecież…
- To ty im pokazałeś, co to znaczy prawdziwa odwaga, poświęcenie i przyjaźń. Nauczyłeś ich głębszych uczuć, nie takich dziecięcych, które poznali w domach. Dzięki tobie stali się lepsi. Syriusz to zrozumiał i wie, że musi postępować, tak jak się nauczył. James stwierdził, że lepiej o tym całkowicie zapomnieć. Przez to tak bardzo się od siebie oddalili.
Harry powoli pokiwał głową, rozumiejąc, o co chodzi Przeznaczeniu. Jednak miał jeszcze parę pytań.
- A co się stało z… tym, no…? – chłopiec zarumienił się lekko, a w jego oczach błysnął ból. – Tym, którego zabiłem?
- Daniel Outrager nigdy nie został odnaleziony. Nikt nawet nie sugerował, że ty mogłeś mu coś zrobić, bo miałeś tylko cztery latka.
- Zabiłem go magią żywiołów – bardziej stwierdził niż spytał.
- Tak. Wiem, że to dla ciebie bardzo trudne, ale musisz się z tym pogodzić.
- Wiem. Ja… Jeszcze jedno pytanie… Będę mówił?
Czas zachichotał.
- To zależy od ciebie. Tak jak stwierdził uzdrowiciel, brak mowy jest wywołany trudnym przeżyciem. Gwałt na tam małym dziecku i to, że rodzice w ogóle się nie zainteresowali tobą po tym wydarzeniu… Oczywiście nie mają pojęcia, że coś takiego miało miejsce, ale James potraktował cię tak szorstko, że spowodowało to ranę na twojej psychice. Gdy tylko wrócisz, jeśli zechcesz wrócić, będziesz mógł mówić, choć nie radzę ci tego.
- Dlaczego? – zaciekawił się Harry.
- Niemówiące dzieci są traktowane z większą pobłażliwością i są niedoceniane, a to one są jednymi z najsilniejszych czarodziejów. Jak myślisz w jaki sposób radziłeś sobie w szkole, skoro nie mogłeś wypowiadać zaklęć?
- Pewnie nie najlepiej – bąknął chłopak.
- A właśnie, że nie. Nauczyłeś się bardzo szybko magii niewerbalnej, a tego uczy się dopiero na szóstym roku. To chyba o czymś świadczy – uśmiechnął się Czas, patrząc na niego z błyskiem w oku.
- A… Moi przyjaciele? Ron i Hermiona? Będę się z nimi przyjaźnił? – zapytał z nadzieją i lekkim wyrzutem sumienia, bo tak rzadko o nich myślał.
- Obawiam się, że nie. Będziesz dość samotny w szkole. Sam odnajdziesz kamień filozoficzny, sam uratujesz Ginny Weasley z Komnaty Tajemnic i sam znajdziesz Petera. Będziesz całkiem sam, gdy zostaniesz wybrany do Turnieju Trójmagicznego.
- To niezbyt zachęcające – szepnął chłopak.
- Wiem. Nie mam zamiaru cię zachęcać, byś wrócił do swoich czasów. Nie mam zamiaru słodzić ci, że twoje życie będzie jednym wielkim marzeniem, bo tak nie będzie.
- A co z moimi dziadkami? Z państwem Potter i Evans? Wszyscy żyją, więc…
- Państwo Potter pamiętają Harry’ego Willowa, więc będą troszkę lepiej traktować Harresa, ale Evansowie pokochają was obu po równo. James często będzie się kłócił z teściową, dlaczego traktuje cię na równi z Harresem, ale nie będzie miał większej siły przebicia, bo Lily mimo wszystko, bardzo szanuje swoją matkę.
- Rozumiem. Czy już… Mam wrócić? Tam? Na błonia?
- Tak, już czas – uśmiechnął się starzec i położył dłoń na ramieniu Harry’ego. – Cokolwiek będzie się działo, pamiętaj, że wszystko zależy od ciebie i że to twój wybór.
- To wcale nie pomaga – szepnął chłopak widząc, że kontury statku powoli się zacierają.
- Wiem. Powodzenia, Harry Potterze.
                                                                                 ***
Wystarczyło mrugnięcie i znów znalazł się na błoniach dokładnie w tym samym miejscu, gdzie stał zanim wydarzyła się ta dziwna, niecodzienna rzecz. Wszystko jeszcze stało w miejscu. Odwrócił się i dostrzegł za sobą ciemną taflę jeziora i nagle zdał sobie sprawę, że dla wielu ludzi to miejsce będzie jego grobem. Spojrzał na leżącego na ziemi Jamesa, który patrzył z przerażeniem na zielone światło, mknące w kierunku Harry’ego i młodszych chłopak zapragnął gwałtownie, by mógł ostatni raz powiedzieć Jamesowi, jak bardzo ten jest dla niego ważny. Przeniósł wzrok na Woulda, który utkwił w miejscu wyglądając, jakby nie pogodził się z myślą, że jego młody kochanek zaraz umrze.
Harry zacisnął usta i powieki i po chwili stwierdził w duchu, że jest gotowy. Gotowy na śmierć. Gdy tylko o tym pomyślał, wszystko powoli ruszyło. Zaklęcie pomknęło w jego kierunku, z gardła Jamesa wyrwał się okrzyk zgrozy, a Would padł na trawę, wiedząc, że nie zdoła odepchnąć Harry’ego na czas. Młody Potter czuł, że mógłby uskoczyć, wiedział, że wszystko zmieniłoby się, ale rozumiał również, że takie jest jego przeznaczenie.
Przyjął zaklęcie na pierś i poczuł, że leci do tyłu. Jeszcze przez moment czuł, że wpada do lodowatej wody, a potem ogarnęła go błoga ciemność.
^^^
*Jakieś 2,5cm

^^^ 
Komentujcie i pytajcie, jakby coś było dla  was zrozumiałe ;)
Na koniec jeszcze chciałabym zaproponować konkurs! Mój budżet nie pozwala na nagrody pieniężne, więc jeśli zwycięzca będzie chciał to nagrodą będzie krótkie opowiadanie, a takim pairingiem, jaki zwycięzca sobie zamarzy! Niewiele, ale zawsze coś ^^''
Konkurs polega na odpowiedzi na pytanie :D Otóż, przypominacie sobie naszyjnik, który Harry znalazł w jeziorze? Pamiętacie? To dobrze ;) Pytanie brzmi: Do kogo należał?
Odpowiedzi, nawet najdziwniejsze posyłajcie na mojego e-maila albo gg (są w informacjach). Podpowiedzią jest to, że naszyjnik należy do kogoś, kto już pojawił się w opowiadaniu. Zwycięzcę wyjawię przy wstawieniu kolejnego rozdziału i ta osoba będzie mogła wybrać sobie, z jaką parą chciałaby dostać opowiadanie.
To tyle! Adieu!

czwartek, 24 marca 2016

38. Dzień ma znaczenie - cz. 1


Cześć wszystkim!
Na początek: WESOŁYCH potterowskich  ŚWIĄT! 
Przedstawiam pierwszą cześć ostatniego rozdziału. Druga pojawi się za jakiś tydzień (góra półtora).
Liczę na jak najwięcej komentarzy z przemyśleniami ;)
Do następnego!
Rozdział zbetowany przez carmendraconi.
^^^
Harry patrzył przez dłuższą chwilę na niezwykłą postać stojącą na przeciwko niego. Przez chwilę miał wrażenie, że ma ona wiele twarzy, które zmieniały się jak w kalejdoskopie, ale po chwili zmieniło się to w jedne konkretne rysy. Osoba miała wygląd staruszka z siwymi włosami i uprzejmym uśmiechem, ale Harry wiedział, że jest to tylko iluzja, dzięki której nie bolała go głowa. Podejrzewał, przed kim stoi. Przed samym Czasem.
- Witaj, Harry. Dobrze się w końcu z tobą zobaczyć.
- Um, dzień dobry - wyjąkał chłopiec, niepewny, co się z nim teraz stanie.
- Nie musisz się bać - zapewnił Czas. - Jesteś tu, by podjąć decyzję, co dalej.
- Jak to? Mogę wybrać?
- Oczywiście, ale twój wybór zaważy na przyszłości. Będziesz mógł odskoczyć i uniknąć zaklęcia albo zostać i zginąć na oczach ojca i kochanka.
- Co się stanie, jeśli uskoczę? Będę żył? - spytał z nadzieją chłopak.
- Tak, ale będą tego konsekwencje. Lucas w końcu się w tobie zakocha, a ty w nim. Jednak za parę lat obaj umarlibyście w nieszczęśliwym wypadku, tuż przed twoim urodzeniem i wszystko działoby się od początku – powiedział cicho starzec i podszedł bliżej, kładąc mu rękę na ramieniu.
- A jeśli nie uskoczę…?
- Umrzesz. Wpadniesz do jeziora i twoje ciało nie zostanie znalezione.
Harry zacisnął usta i odwrócił się zerkając na ścianę butelki, w której zamknięty był statek.
- Zastanawiam się, skąd w ogóle profesor Dumbledore miał taką moc, by przenieść mnie do tych czasów. Przecież już raz używałem zmieniacza i każde przekręcenie dawało godzinę. A mnie cofnęło o paręnaście lat!
- Dzięki mnie – uśmiechnął się Czas i oparł się o burtę. – Pokazałem się Albusowi we śnie i dzięki pomocy jednego z moich wysłanników, przekazałem mu zmodyfikowany zmieniacz. Dzięki niemu, nie musisz w tych czasach nosić okularów.
- Dlaczego?
- Żebyś jeszcze mniej przypominał ojca – odparł. – Zmieniacz też cię pomniejszył.
- Tak, wiem. Ile mam dokładnie lat?
- Gdyby przełożyć twój wiek na lata w Hogwarcie, właśnie kończyłbyś czwarty rok – spojrzał na chłopak i uśmiechnął się lekko. – To ma związek z twoim powrotem. Którego dzisiaj mamy, Harry?
- Um… 24 czerwca – powiedział Willow marszcząc lekko brwi.
- Zgadza się. A co się działo 24 czerwca na twoim czwartym roku?
- Turniej… To data trzeciego zadania – olśniło chłopaka.
- Aha. Wtedy wrócisz. Nie do czasów, gdy masz siedemnaście lat, tylko wtedy, byś mógł jeszcze uratować parę istnień.
- Czy wtedy nadal będzie mnie ograniczała zasada „Tam gdzie jest śmierć, musi być śmierć”?
- Nie, właśnie dlatego wrócisz w tym momencie – uśmiechnął się Czas. – Pewnie masz jeszcze mnóstwo pytań, więc zadaj je.
- Dlaczego akurat ten rok? Z jakiego powodu?
- Myślałem, że tego już się domyśliłeś. Z uwagi na profesora Woulda. Dzięki temu, że przeżyje, pomoże w przyszłości.
- Umarłby? Kiedy? – spytał chłopak, choć podejrzewał odpowiedź.
- Poświęciłby swoje życie w obronie Jamesa – szepnął starzec uśmiechając się smutno. – Ale przeżyje i za parę lat, gdy Lily będzie z tobą w ciąży, użyje na niej magii żywiołów i już w jej łonie, aktywuje u ciebie magię żywiołów. Co prawda ujawni się dopiero za parę lat, ale to pokażę ci za chwilkę.
- Pokażesz mi moją przyszłość? – nie dowierzał Willow.
- Tak, ale tylko do czasu twojego planowanego powrotu. Nie masz nad tym okresem żadnej kontroli, nie będziesz wtedy pamiętał, kim byłeś, jesteś i co się stało przed podróżą w czasie. Dopiero, tak jakby, pojawisz się z taką wiedzą, podczas trzeciego zadania turnieju.
- Dobrze, rozumiem. A rodzice? Umrą?
- Nie, mimo że Voldemort napadnie na wasz dom, gdy Peter poda mu lokalizację.
- Snape powie mu o przepowiedni? – spytał z niedowierzaniem Willow. Myślał, że Severus jednak nie będzie chciał wstąpić do śmierciożerców.
- Nie – rozwiał jego obawy Czas, ale zaraz dodał: - Zrobi to inny śmierciożerca. Severus Snape będzie szpiegiem Dumbledore’a od samego początku i dość dobrze dogada się z twoimi rodzicami, a przynajmniej na początku.
- Jak to na początku?
- Wydarzy się parę rzeczy, które odsuną od siebie wszystkich Huncwotów i Snape’a też – powiedział łagodnie starzec. – Chciałbym pokazać ci wydarzenia chronologicznie, ale najpierw muszę wiedzieć, czy na pewno chcesz wiedzieć, co się stanie od razu po twojej śmierci?
-Chyba tak… Bardzo będą cierpieć? – spytał chłopak, ale Przeznaczenie pokręciło głową.
- Wolę ci to pokazać.
Nagle na tafli szkła zaczął pojawiać się mglisty obraz Pokoju Wspólnego. Harry podszedł bliżej burty, patrząc na wizję z bólem w oczach.
                                                                                     ***
„ James opadł koło swojej dziewczyny na kanapę i widocznie starał się powstrzymać łzy. Kręcił głową, jakby starał się odegnać od siebie nieprzyjemne myśli.
- Nie znaleźli go jeszcze? – spytała cicho Lily przytulając się do jego boku. Pokój Wspólny był całkiem pusty, za oknem wydać było gwiazdy i mocno świecący księżyc zapowiadający pełnię. Ogień w kominku trzaskał wesoło, jakby nie zdawał sobie sprawy z ciężkiej atmosfery w pomieszczeniu.
- Nie. Ale mówią, że na pewno nie żyje – szepnął James zaciskając szczęki. – Odwołali poszukiwania ciała do rana.
- Jim… Przestań, kochany. To nie twoja wina. Widzę, że masz wyrzuty sumienia, ale przecież…
- Jak mogłem w ogóle być tak głupi i wyjść ze szkoły!? Obronił mnie! Gdyby nie on, ja… To moja wina, do cholery. Zabiłem go!
- Przestań! Wiesz, jaki on był, nie chciałby żebyś się obwiniał. Kochał cię jak brata i…
- Nie mów tak o nim – sapnął chłopak. – Nie mów w czasie przeszłym. Może…
- James… Przykro mi. Też go kochałam, ale musimy się pogodzić z tym, że… odszedł.
Z gardła Pottera wyrwał się zduszony szloch. Odwrócił się do dziewczyny i wtulił twarz w jej ramię. Gdy Lily pogładziła go po plecach, chłopak wybuchnął głośnym płaczem, nie będąc w stanie się powstrzymać.”
                                                                                      ***
„ – Syriuszu, usiądź w końcu – wyszeptał zmęczonym głosem Remus, patrząc, jak jego przyjaciel chodzi w tę i z powrotem po dormitorium.
- Nie, nie chcę – powiedział Łapa, a jego głos wydał się brzmieć wręcz płaczliwie. – Nie chcę, nie chcę – zaczął szeptać jak mantrę, ale w końcu opadł obok Lupina na łózko i spojrzał na niego błyszczącymi dziwnie oczami. – Znajdą go, prawda?
- Wiesz, że nawet jeśli znajdą, to…
- Nie! Znajdą go! I… i… - Syriusz zagryzł wargi prawie do krwi, by powstrzymać rozpaczliwy szloch. – On musi żyć. Przecież to mój mały braciszek. On nie mógł umrzeć.
Lupin zacisnął usta i przełknął gulę w gardle.
- Syri, musimy…
- Nie mów, że mam się z tym pogodzić!!! On żyje i pewnie czeka na dnie tego cholernego jeziora, by pojawić się i zrobić nam kawał! – wykrzyknął Black, ale głos mu się złamał. Zacisnął powieki i  pierwsze łzy potoczyły się po jego policzkach. Zagryzł wargę starając się opanować szloch. – On nie mógł… nie mógł…
Zaszlochał opierając się o Remusa i chowając twarz w jego ramieniu. Jego gorące łzy spłynęły na szyję Lupina. Lunatyk objął przyjaciela i starał się opanować łkanie wyrywające się z jego gardła.
- Syriuszku… - szepnął zdławionym głosem.
Blackiem wstrząsnął głośny szloch.
- Luni, Luni, jak on mógł? Mój Harry, mój braciszek – jęknął Łapa, kręcąc głową. – Powiedz, że to nie prawda, błagam.
- Syriuszu…
Black zacisnął powieki, gdy nagle dotarło do niego wszystko, wywołując ogłuszający ból w piersi. Zaszlochał gwałtownie, przytulając się do Lupina.”
                                                                                   ***
„Lucas opierał się rękami o parapet w swojej sypialni, patrząc w dal z bólem w oczach. Łzy powoli i nieprzerwanie spływały po jego policzkach. Mężczyzna nawet nie powstrzymywał szlochów. Patrzył na błonia rozciągające się za oknem i płakał cicho, drżąc. Nie mógł uwierzyć w oświadczenie Dumbledore’a. Dlaczego akurat Harry? Dlaczego on, a nie ktokolwiek inny? Lucas wziął drżący oddech i zacisnął powieki. Coś przecież musiało zmniejszyć ten ból…”
                                                                                     ***
Harry stał zaciskając powieki. Okropnie ranił go ból jego bliskich. Spojrzał na Przeznaczenie i westchnął drżąco, powstrzymując łzy.
- Pozbierają się?
- Lily, James i Remus w końcu się z tym pogodzą. Z Syriuszem będzie gorzej. Będzie próbował zapomnieć, ale jeszcze długo nie zazna spokoju. Co do Lucasa, wyjedzie z Anglii i będzie krążył po Europie.
- Nie chciałem ich tak bardzo do siebie przywiązać – wyszeptał chłopak czując wyrzuty sumienia. – W ogóle nie powinienem się z nimi przyjaźnić, ale nie mogłem… To była jedyna szansa, by poznać ich bliżej, by dowiedzieć się, jacy byli.
- Wiem, mój drogi – powiedział łagodnie Czas i położył mu dłoń na ramieniu. – Chcesz zobaczyć, co poróżniło Jamesa i Syriusza?
- Pokłócą się? Przecież zawsze byli dla siebie jak bracia!
- Pamiętasz, że przez ostatnie miesiące dość dużo się kłócili, prawda? Te przykre emocje są jakby odbiciem tego, co się dopiero wydarzy. Sprzeczali się, bo czuli do siebie niechęć z przyszłości.
- Dlaczego? – nie rozumiał chłopak.
- Bo, żeby zabrać cię z powrotem musieliśmy „przybliżyć” do siebie te czasy. To dlatego miałeś sny o przyszłości, których później nie pamiętałeś.
Harry przypomniał sobie dziwne wizje, które sprawiały, że w nocy budził się zlany potem i zbyt przestraszony, by ponownie usnąć. Czyli jego przyszłość będzie aż taka straszna?
- Pokażę ci teraz twoje narodziny. Śniłeś o nich już kiedyś. Może sobie przypomnisz.
Willow skinął głową i odwrócił się do tafli butelki, na którym już pokazał się obraz sali szpitalnej św. Mungo.
                                                                                  ***
„Syriusz patrzył w lekkim szoku na maleńki cud leżący w ramionach Lily. Wyciągnął powoli rękę i dotknął niesamowicie miękkich czarnych włosków. Jego serce zabiło odrobinę szybciej, gdy zdał sobie sprawę, że jest to jego chrześniak, którego przyjścia na świat wyczekiwał już od miesięcy. W tym momencie poczuł, że dziwna pustka, o której istnieniu nie zdawał sobie sprawy, wypełniła się, nadając większy sens jego życiu. Uśmiechnął się, czując, że coś dławi go w gardle. Podniósł wzrok na szczęśliwych rodziców i przełknął gulę.
- Jak mu dacie na imię? – spytał lekko zdławionym głosem. Lily uśmiechnęła się szeroko.
- Dałam Jamesowi wolną rękę – szepnęła.
- Stwierdziłem, że będzie miał na imię Harry – odparł Potter z błyskiem w oku.
Syriusz zamarł i poczuł, że coś boleśnie kuje go w serce.
- Jak to Harry?
- Tak to – odparł Rogacz. – To mój wybór.
- Zwariowałeś!? – warknął Black, kręcąc lekko głową i odsuwając się. – Nie możesz go tak nazwać!
- Mogę zrobić, co mi się podoba! – syknął James. Miało się wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu gwałtownie spadła. – I chcę, by tak miał na imię! Nie zabronisz mi, do cholery!
- To bez sensu! To mu nie wróci życia! – krzyknął Syriusz, mając wrażenie, że otwierają się w jego sercu jakieś stare rany. Był wściekły, że James na to pozwolił.
- PRZESTAŃ! Nie interesuje mnie twoje zdanie!
- Jesteś idiotą! Nie…
- To, że ty wciąż rozpamiętujesz śmierć Willowa i z chęcią postawiłbyś mu ołtarzyk, nie znaczy, że ja nie mogę uczcić go w inny sposób! To moja sprawa!
- To cholernie nie…
- Panowie! – do pokoiku zajrzała uzdrowicielka, patrząc na nich karcąco. – Słychać was w całym szpitalu. Proszę o spokój, bo inaczej będą musieli panowie opuścić to miejsce.
Syriusz zacisnął zęby i odwrócił się z zamiarem wyjścia. Nie mógł uwierzyć, że James może robić coś takiego. Jemu samemu tylko to imię sprawiało tak wielki ból, że nie mógł nad nim zapanować. Dlaczego teraz James każe mu cierpieć każdego dnia, gdy tylko zobaczy swojego chrześniaka?”
                                                                                  ***
- Nie mogę uwierzyć – szepnął Harry kręcąc lekko głową. – O to się pokłócili?
- Syriusz wtedy nadal cierpiał po twojej śmierci i w głębi duszy obwiniał o nią Jamesa – powiedział w zamyśleniu Czas. – Mimo to, nadal będzie twoim ojcem chrzestnym, bo Jamesowi będzie głupio zmieniać swoją decyzję.
- Będzie… mnie kochał?
- Och, będziesz całym jego światem – uśmiechnął się Los. – Będzie cię kochał ponad życie, a po jakimś czasie zda sobie sprawę, że ból po śmierci Harry’ego Willowa niemal zniknął.
- A co z rodzicami? Po ich śmierci zostanie ze mną?
- Twoi rodzice nie umrą – szepnął Czas patrząc na niego badawczo. – Zresztą, pokarzę ci to.
                                                                                ***
„Halloween'owa noc. James ostatni raz machnął różdżką przed rozradowanym synem, wyczarowując snop iskierek, a chłopiec śmiał się machając rączkami i starając się złapać migające kolory. Potter w końcu odłożył różdżkę i uniósł chłopca uśmiechając się czule. Do pokoju weszła Lily i odebrała od niego dziecko.
- Położę go spać. Już najwyższa pora – stwierdziła z uśmiechem.
Nagle usłyszeli głośny huk od strony drzwi wejściowych. James rzucił się w tamtą stronę i krzyknął.
- Lily, bierz Harry’ego i uciekaj! To on! Idź! Uciekaj! Ja go zatrzymam…
Lily ruszyła biegiem na schody na piętro i wpadła do pomalowanego na niebiesko pokoiku Harry’ego. Z dołu dobiegł ją szyderczy śmiech i krzyk:
- Avada Kedavra!
Krzyknęła, gdy oczami wyobraźni zobaczyła upadające ciało męża. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje. Mieli być bezpieczni. Peter miał nie dopuścić, by Voldemort ich znalazł. Jak mógł ich zdradzić. Dlaczego?
Położyła Harry’ego do łóżeczka i zaczęła układać pod drzwiami najcięższe rzeczy, jakie znalazła w pokoju. Wiedząc, że to i tak nic nie da, odwróciła się i uklękła naprzeciwko łóżeczka.
- Harry bardzo cię kochamy. Bardzo. Mamusia cię kocha. Tatuś cię kocha - szeptała. – Harry bądź dzielny. Bądź silny.
Chłopiec patrzył na nią zaciekawionym spojrzeniem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Wyciągnął rączkę do mamy i uśmiechnął się szeroko, tak jak tylko dziecko potrafi. Kobieta zaszlochała, czując łzy płynące po policzkach.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, wszystkie rzeczy odsunęły się i ciemna postać weszła do pomieszczenia. Lily wstała i rozłożyła szeroko ramiona, by za wszelką cenę bronić synka.
- Nie Harry, błagam, tylko nie Harry! – szepnęła zdławionym głosem, patrząc w bezlitosne czerwone oczy.
- Odsuń się, głupia… Odsuń się, i to już…
- Nie Harry, błagam, weź mnie, zabij mnie zamiast niego…
- To ostatnie ostrzeżenie…
- Nie Harry! Błagam… zlituj się… zlituj… Nie Harry! Nie Harry! Błagam… zrobię wszystko…
- Odsuń się… Odsuń się, dziewczyno…
Kobieta pokręciła panicznie głową i sekundę później pokój rozświetliło zielone światło. Harry ani razu nie zapłakał. Stanął w łóżeczku, trzymając małymi rączkami poziomy szczebelek i patrząc na dziwną postać z wyraźnym zainteresowaniem. Jednak gdy Czarny Pan podniósł różdżkę, chłopiec pociąga noskiem i wybucha płaczem.
- Avada Kedavra! – syknął Voldemort i zaklęcie uderza w chłopca, odbija od niego i wraca do właściciela. Ciało Czarnego Pana rozpada się na kawałki, a to, co z niego zostało ucieka w panice, znikając za oknem w ciemności nocy.
Płaczący chłopiec zostaje sam. Staje chwiejnie w łóżeczku i patrzy na mamę, jakby oczekując, że kobieta zaraz ocknie się i wybuchnie śmiechem.
Ale tak się nie stało.
- M-ma! – pisnął cicho Harry.
Nagle na schodach rozległy się powolne, długie kroki. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna o wielu i zarazem żadnej twarzy. Spojrzał na maleńkiego Pottera i przybrał konkretną postać. Miał taką twarz, jak kiedyś, przy Wrzeszczącej Chacie, gdzie pewien blond włosy gryfon uratował mu życie.
- Witaj, Harry Potterze – szepnął. – Przysięgałem ci, że odnajdę cię i spłacę dług. Oto moja zapłata.
Wysłaniec Czasu powoli zaczął się zamazywać i w końcu zniknął. W tym samym momencie, Lily poderwała się do siadu głośno wciągając powietrze do płuc. Jęknęła i rozejrzała się.
- Kochany – wyszeptała i wzięła chłopca z kołyski, przytulając go mocno. – O Merlinie, Merlinie… Co tu się stało? – odgarnęła czarne włoski z czoła chłopca patrząc na nie ze zdumieniem. Była na nim wyraźna rana w kształcie błyskawicy. – Co tu się stało? – powtórzyła.
Ktoś wbiegł na schody.  Lily przytuliła do siebie mocniej chłopca i odwróciła się do drzwi. Wpadł przez nie James z przerażeniem wypisanym na twarzy.
- Lily, Harry! O Merlinie – odetchnął i podszedł do nich zamykając ich w uścisku. – Żyjecie…
Rozejrzał się i jego wzrok padł na kupkę czegoś, co wyglądało na popiół, naprzeciwko łóżeczka Harry’ego. Spojrzał ze zdumieniem na synka, a potem na żonę. Oboje zastanawiali się, jak to możliwe, że żyją.”
                                                                                    ***
- Przeżyją? – spytał z niedowierzaniem Harry, przenosząc wzrok na Czas.
- Tak. Dzięki temu, że uratowałeś jednego z moich wysłanników, miał u ciebie dług i w taki sposób go spłacił. Zamiast twoich rodziców, tego dnia umarła starsza kobieta śmiertelnie chora i ojciec dwójki dzieci, który wykorzystywał ich seksualnie. Myślę, że to sprawiedliwa wymiana.
- Tak – szepnął chłopiec, choć poczuł lekkie wyrzuty sumienia, że umarli inni, (prawie) niewinni ludzie. – Będę mieszkał z rodzicami?
- Oczywiście – uśmiechnął się lekko Czas, choć trochę smutnie. – Ale nie wszystko będzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Będziesz miał brata.
- Naprawdę? – rozpromienił się Willow.
- Tak, ale obawiam się, że zmienisz swoje nastawienie, gdy pokażę ci kolejne wspomnienia…
                                                                                  ***
„Mały, około czteroletni Harry stał w kącie salonu w domu Potterów i patrzył zranionym wzrokiem na rodziców, którzy właśnie pokazywali swojego nowego synka koledze Jamesa z Biura Aurorów, Danielowi Outragerowi*. Mężczyzna miał krótkie blond włosy, obcięte na jeża i bardzo jasnoniebieskie oczy. Harry czuł dziwne dreszcze, gdy ten facet ich odwiedzał, ale nic nie mówił, bo rodzice okropnie się denerwowali, gdy tylko niepotrzebnie otwierał usta. Gdy mama była w ciąży strasznie źle się czuła, ale teraz już urodziła, więc chyba wszystko powinno wrócić do normy, prawda? Otóż nie. Noworodek, którego rodzice Harry’ego przynieśli ze szpitala, niezwykle zafascynował starszego chłopca, ale nie mógł się do niego zbliżać z jednego powodu. Chłopiec w ramionach Lily miał szmaragdowozielone oczy, jak Harry, ale również blond włoski, które odziedziczył po babci**. Harry już wiedział, że taki kolor bardziej odpowiada jego rodzicom, bo gdy tylko maleńki chłopczyk pojawił się w ich domu, zdawali się stracić większe zainteresowanie Harrym.
- Mamusiu? – wyszeptał czterolatek, ale zaraz zamilkł, gdy usłyszał, że jego młodszy brat wybucha płaczem.
- Wynocha na dwór – powiedziała ostro kobieta, kołysząc młodszego synka w ramionach.
- Może zabiorę go nad rzekę – zaproponował Outrager. – Będziecie mieli choć na chwilę większy spokój.
- Jeśli chcesz – uśmiechnęła się nieco Lily, nawet nie zerkając na chłopca. James wzruszył ramionami, wpatrzony w młodszego malca.
- To chodź, Harry. Pokażę ci fajne miejsce.
Chwycił dzieciaka za rękę i wyprowadził tylnymi drzwiami na ogród i dalej, do niewielkiego lasku. Szli kilka minut, a Harry czuł coraz większy niepokój. Bał się sprzeciwić rodzicom i wrócić do domu, z dala od tego mężczyzny. W końcu dotarli do niewielkiej polanki, przy której płynął niewielki strumyk.
- No, jesteśmy. Ładnie tu, prawda?
- Tak, proszę pana – powiedział niepewnie chłopiec i ruszył w stronę wody, mając nadzieję, że mężczyzna pozwoli mu chociaż pomoczyć nogi.
- A ty dokąd? – mężczyzna złapał go za kołnierzyk koszulki i pociągnął do siebie. – Teraz się pobawimy. Będzie fajnie, ale musisz mnie słuchać, dobrze?
- D-dobrze.
- To najpierw ściągniemy koszulkę – powiedział Outrager z lubieżnym uśmiechem.
Harry zmarszczył brwi, ale pozwolił mu na zdjęcie z niego górnej części ubrania. Będą się bawić w wodzie? Pewnie tak, no, bo po co inaczej ściągać ubrania? Ręce mężczyzny prześlizgnęły się po brzuchu chłopca, który zachichotał, czując łaskotanie.
- Nie rób. Łaskocze – pisnął i cofnął się lekko, ale Daniel przyciągnął go mocniej do siebie. Harry sapnął i zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co się dzieje.
- Teraz buciki. Nie chcesz ich chyba zamoczyć. Rodzice byliby źli.
Malec przygryzł wargę i w duchu przyznał rację dorosłemu. Do wody nie wchodzi się w butach. Ściągnął je, męcząc się przez chwilkę, póki Outrager mu nie pomógł. Ruchy dorosłego były dziwnie szybkie i naglące, co zaniepokoiło lekko Harry’ego.
- No, i spodnie – stwierdził mężczyzna i wręcz zdarł z dziecka ubranie. Harry krzyknął cicho i spojrzał na Daniela z urazą, zaraz jednak na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Mężczyzna chwycił go mocno i docisnął do siebie. Potter mógł poczuć dziwną twardość na swoim brzuchu.
- Co pan robi? Nie chcę – pisnął, gdy ręce mężczyzny ześlizgnęły się na jego pośladki i mocno je ścisnęły. – To boli! Puść.
- Nie wyrywaj się, bachorze, to nie będzie bolało… bardzo.
Harry zapłakał, gdy Outrager zaczął błądzić ustami po jego drobnym ciałku. Wyginał się, by uniknąć nachalnych rąk ślizgających się po jego skórze. Poczuł, że mężczyzna zaczyna ściągać mu majtki.
- Nie chcę, nie chcę. Puść!
- Zamknij się, gówniarzu! – syknął starszy czarodziej coraz bardziej sfrustrowany. – Nie obchodzi mnie, co chcesz! Dawaj to! – szarpnął za materiał i ściągnął go z chłopca.
- Nie… P-proszę… Nie chcę… Au!
Harry szarpnął się, gdy poczuł obezwładniający ból w tyłku. Krzyczał, ale nie miał siły na wyrywanie się. Po chwili zachrypł i tylko cicho łkając osunął się niemal bezwładnie w ramiona mężczyzny. Po chwili poczuł, że po jego udach spływa jakaś ciecz, a po kolejnych minutach męczarnia się skończyła. Outrager jęknął głośno i w końcu się odsunął. Położył słabego chłopca na ziemię i oparł o drzewo wzdychając z ulgą.
- Jeśli piśniesz choć słowo o tym, co się działo, zrobię to jeszcze raz, ale dużo mocniej – syknął mężczyzna po chwili. – Rozumiemy się?
- T-t-tak – zakwilił chłopiec drżąc na całym ciele.
Nagle dorosły spojrzał na niego z obrzydliwym uśmiechem.
- I tak zrobię to jeszcze raz, ale jeśli powiesz, już nigdy się nie uwolnisz – zaczął powoli się zbliżać nie przestając się uśmiechać.
Harry pokręcił gwałtownie głową i cofnął się, na tyle, ile mógł.
- Nie… Nie. Nie! – krzyknął i poczuł dziwne mrowienie w rękach, które uniósł obronnie nad głowę. Podniósł wzrok i ze zdumieniem stwierdził, że mężczyzna się zatrzymał i patrzy na niego w szoku. Z ust Outragera wyrwał się jęk. Chwycił się za gardło, nie mogąc złapać oddechu. Po chwili posiniał na twarzy i opadł bezwładnie na ściółkę, już się nie poruszając. Harry podniósł się na kolana, starając się ignorować oszałamiający ból. Podpełzł powoli do leżącego ciała i ze zdziwieniem stwierdził, że mężczyzna nie oddycha. Wiedział, że to raczej nie dobrze. Dotknął ramienia Outragera i nagle zapragnął, by dorosły zniknął. Nie chciał, by zrobił mu kolejną krzywdę.
Gdy to pomyślał, ciało zapadło się pod ziemię, nie pozostawiając nawet śladu.
Harry zacisnął powieki, spod których popłynęły kolejne łzy. Wiedziony instynktem, podniósł się na nogi i podszedł do strumyka. Zanurzył się w nim powoli, a gdy otoczyło go niebieskie światło, poczuł niesamowitą ulgę.
Po paru minutach wypełzł na brzeg i ubrał się najlepiej jak potrafi czterolatek. Prawie nic go nie bolało, więc ruszył biegiem w stronę domu. Wpadł do salonu przez tylne drzwi zaraz został zatrzymany przez ojca.
- Co to za harmider?! Jeśli obudziłeś Harresa…
Z góry rozległ się płacz noworodka. Twarz Jamesa Pottera wykrzywiła się w gniewie.
- Ile razy ci powtarzałem, że teraz masz się w domu zachowywać cicho?! – syknął na syna chwytając go boleśnie za ramię. Nie słysząc odpowiedzi, mężczyzna odwrócił chłopca tyłem i mocno uderzył go w tyłek. Harry krzyknął ponownie czując rozrywający ból między pośladkami. Łzy popłynęły po jego policzkach.
- Na górę, do pokoju! – warknął starszy Potter. – Masz tam siedzieć do kolacji, czy to jasne?”
                                                                                  ***
„- I nigdy już nie będzie mówił? – spytała cicho Lily patrząc to na uzdrowiciela to na swojego starszego syna.
- To wina jakiegoś psychicznie ciężkiego przeżycia – powiedział starszy mężczyzna. – Harry nie mówi, bo nie chce. Teoretycznie wszystko jest w porządku, a jednak nie.
- Nie mówi, bo nie chce? – warknął cicho James. – To go zmuśmy.
- To nic nie da – odparł łagodnie uzdrowiciel. – To psychiczny problem. Jedyne, co może pomóc to terapia.
- Rozumiem – powiedziała Lily. – Zgłosimy się do pana za jakiś czas.
Gdy wyszli z gabinetu, teleportowali się prosto do domu, gdzie był Syriusz, pilnujący Harresa. Mężczyzna momentalnie zbliżył się do Harry’ego i wziął go na ręce, parząc na niego z niepokojem.
- I co?
- Nie mówi, bo jest chory psychicznie – mruknął James i dziwna niechęć pojawiła się w jego oczach. – Nie można mu pomóc.
- Nie będzie już mówił? – spytał Syriusz z niedowierzaniem i mocniej przytulił do siebie chrześniaka.
- Nie – warknął starszy Potter i odwrócił się od Blacka, znikając w kuchni.
Łapa popatrzył na czterolatka w jego ramionach i poczuł lekkie dławienie w gardle. Oczka chłopca były tak smutne, tak puste, że czarnowłosy aż się wzdrygnął.
- Idziemy do pokoju, Słoneczko? – zapytał chłopca, a ten pokiwał lekko główką.
Black wszedł na piętro, gdzie znajdował się niewielki pokoik Harry’ego. Postawił malca na podłodze i zajrzał do skrzynki na zabawki, która stała w kącie.
- Pobawimy się, Słońce? – spytał chłopczyka, wyjmując z pudełka magiczne zabawki (zignorował fakt, że jest ich dużo mniej niż w pokoju półrocznego Harresa). Odwrócił się gwałtownie, gdy mały Potter wybuchnął głośnym płaczem. Mężczyzna rzucił zabawki na ziemię i natychmiast znalazł się przy chrześniaku. Wziął go na ręce i przytulił mocno.
- Już dobrze. Nic się nie dzieje. Cichutko, maluszku – wyszeptał Black kołysząc lekko chłopcem. – Co się stało? Powiedziałem coś nie tak? Zrobiłem? Powiedz mi, Słoneczko. – Posadził chrześniaka na łóżku i ukląkł przed nim. – Proszę, choć słówko. Proszę, powiedz choć jedno słowo – Harry popatrzył na niego załzawionymi oczkami, ale nawet nie otworzył ust. – Słoneczko, błagam, choć jedno – prosił, czując dławienie w gardle. - Powiedz, jak mam na imię. Przecież wiesz – stłumił szloch. - Powiedz to... Błagam…
                                                                                ***
„- Wujku, wujku! Weźmiesz mnie na motor? – piszczał trzyletni Harres, którego Black obrzucił niechętnym spojrzeniem.
- Nie teraz – powiedział i ponownie skupił się na Harrym, któremu właśnie pokazywał kilka zaklęć. Chłopiec wyglądał na niezwykle zadowolonego, co zawsze przyspieszało bicie serca Syriusza.
- Ale wujku! JA CHCĘ TERAZ! – krzyknął młodszy z braci i wyglądał tak, jakby chciał kopnąć Blacka w kostkę.
- Mówię, że nie teraz,  bo pomagam Harry’emu.
- Harry się nie liczy!
- Dość! Nie będziemy tak rozmawiać – powiedział Łapa czując coraz większą irytację. Nie przepadał za młodszym synem Lily i Jamesa. Chłopiec był dużo głośniejszy niż Harry, był okropnie rozpuszczony i myślał tylko o sobie, mimo że miał niecałe cztery lata. Tak jak Harry miał szmaragdowe oczy, ale starszego Pottera były duże w kształcie migdałów, a Harresa były małe i miało się wrażenie, że cały czas patrzy na wszystko złośliwie. I już teraz był dość spory, żeby nie powiedzieć gruby. Syriuszowi przypominał nieco Petera, którego niestety jeszcze nie złapali za zdradę Potterów.
- Ale ja chcę na motor!
- Nie będzie żadnego motoru, bo na mnie krzyczysz – powiedział spokojnie Black, mimo że w środku się gotował ze złości. Przewrócił stronę książki, z której uczył Harry’ego i zignorował wściekłe piski młodszego z braci. – To na czym skończyliśmy, Słoneczko?
Chłopiec uśmiechnął się do niego szczerze i wskazał paluszkiem miejsce w książce.”
****************************************************************************
* outrage – ang. gwałt
**nie wiem, czy jest to możliwe, ale potrzebne mi do opowiadania.
CDN…HaHHarrzZhH
HaHHarrzZhH