niedziela, 8 października 2017

23. Plan działania

Hej!
Jak zapewne większa część z was wie, właśnie rozpoczęłam studia, ale tak, jak obiecałam, przychodzę z nowym rozdziałem. Jednak mam kilka ogłoszeń. Rozdziały będą pojawiały się rzadko, nieregularnie i będzie to uzależnione od mojej weny i wolnego czasu. Co do tłumaczeń, postaram się wstawić choć jedno tygodniowo, ale już widzę, że może być z tym problem. Lubię pisać i tłumaczyć w samotności, a w akademiku mieszkam z dwoma współlokatorkami, więc zobaczę, jak to będzie. 
Jednak nie martwcie się. Nie zamierzam przestawać tłumaczyć i pisać. To opowiadanie na pewno dokończę, ale jak mówiłam, nie wiem, kiedy. Musicie mi po prostu życzyć weny, czasu i zdanych na czas kolokwiów ;)

^^^

Wszyscy wspólnie zgodzili się, że muszą utrzymać w tajemnicy swoją wiedzę, ponieważ niewiele osób im uwierzy, że Travis przez tyle lat truł Potterów, dlatego potrzebowali silnych dowodów, a najlepiej przyłapania go na gorącym uczynku. Sprawę utrudniał fakt, że Bickle podrzucił Jamesowi kilka butelek bimbru, gdy Lily nie było w domu i ponownie wyjechał, tym razem zastrzegając, że na pewno nie wróci do Anglii przed początkiem roku szkolnego. Dlatego mieli dwa tygodnie na zorganizowanie czegoś, co pomogłoby im legalnie schwytać truciciela i osądzić na długie lata.
Dzień po pełni, gdy Remus i Syriusz odpoczywali w swoim pokoju, Harry postanowił zabrać się z Dorianem do Centrum. Potter wiedział, że Magowie nie mają pojęcia o jego znalezisku, więc przygotował się na wykład. Najbardziej niepokoiła go reakcja Lucasa, ponieważ byli kiedyś kochankami, mimo że teraz mężczyzna traktował go raczej jak przyjaciela i podopiecznego. Wciąż jednak mógł zareagować gwałtownie. Dorian nieco uspokoił go, poprzez posłanie mu szerokiego uśmiechu, w którym Harry bez problemu mógł dostrzec zauroczenie. Nie miał wątpliwości, co do tego, że Dorian się w nim kocha.
A on zaczynał zakochiwać się w nim.
Ta myśl nieco go przerażała, bo nigdy wcześniej nie był w prawdziwym związku, jako że tego, co miał z Lucasem, nie szło nazwać związkiem. Prędzej romansem. Od początku wiedział, że Would nie bierze go tak całkiem na poważnie i nigdy nie widział, by jego były nauczyciel posyłał mu takie spojrzenia, jak Dorian. Bywał czuły i opiekuńczy, ale nie spoglądał na niego tak, jakby świata poza nim nie widział. A to często widział u Cubice’a.
Szli szybkim krokiem przez korytarz, kierując się do salonu. Harry wcześniej wysłał przyjaciołom notkę, żeby wpadli do Centrum, jeśli będą mogli, więc miał nadzieję, że tam wszystkich zastanie. A przynajmniej część z nich. Poczuł wielkie zdumienie, kiedy otwierając drzwi, dostrzegł całą grupę Magów, siedzących na kanapach. Wszyscy wyglądali na podekscytowanych i nieco podenerwowanych. Oczywiście nie napisał im w liście, dlaczego chce się z nimi spotkać. Poczuł lekkie wyrzuty sumienia, bo wydawało się, że nieco ich przeraził, ale widząc, jak ich miny zmieniają się ze spiętych w szeroko uśmiechnięte na jego widok, poczuł ulgę i wystrzelił w ich stronę, ciesząc się ze spotkania. Pierwsza owinęła wokół niego ramiona Anastazja, a zaraz za nią reszta Magów. Ostatni był Lucas, który przytulił go mocno i zerknął na niego z niepokojem w błękitnych oczach.
- Więc? Co się stało, że chciałeś się z nami wszystkimi zobaczyć?
- Nie chciałem wam napędzić stracha – powiedział przepraszająco. – Nic złego się nie stało. Chciałem wam przedstawić… - odwrócił się, by zerknąć na Doriana, ale… Doriana nie było. Harry zamrugał i zmarszczył brwi. – Eee… Dajcie mi chwilę. – Czmychnął za drzwi, od razu dostrzegając Cubice’a stojącego pod ścianą. Podszedł do niego, przerażony, że coś się stało. Widząc jego minę, Dorian spuścił wzrok zarumieniony.
- Przepraszam. Od tak dawna nie rozmawiałem z innymi magami… Ja…
- Nie masz się czego bać. Przecież cały czas będę przy tobie – powiedział łagodnie Harry, owijając ramiona wokół piersi Doriana. Poczuł, jak chłopak zaciska wokół niego ręce.
- Ty i ten… w blond włosach… wy…
- To przeszłość – szepnął Harry. – Zależy mi na tobie.
Dorian uniósł na niego niepewne spojrzenie, po czym przeniósł je na drzwi do salonu. Wszyscy Magowie natychmiast schowali się z powrotem do środka. Cubice westchnął, czując mocny rumieniec na twarzy. Czuł, że bardzo się wygłupił, uciekając z salonu. W końcu właśnie po to tu przyszedł – żeby poznać innych Magów. Ci, których znał, już nie żyli albo byli bardzo, ale to bardzo starzy. W końcu większość z tych, których poznał, miało już wtedy coś między sto pięćdziesiąt a trzysta lat. Poza tym, z tego, co powiedział mu Harry, w tych czasach nie żyło wielu Magów, nie żeby wtedy było inaczej.
Dorian spojrzał na Harry’ego, stojącego w jego ramionach. Na ustach chłopca widniał lekki, zachęcający uśmiech. Wiedząc, że Potter mu pomoże, Cubice uniósł kąciki ust i skinął głową.
- Chodźmy do nich. Ale zostań przy mnie, proszę.
- Zawsze – szepnął Harry i stanął na palcach, całując Doriana w policzek.
^^^
-Więc, powtórz, ile masz lat? – Zapytała Anastazja, pochylając się w stronę chłopaka i wpatrując z zachwytem w jego kolorowe oczy.
- O ile dobrze policzyłem, to mam 165 lat – szepnął Dorian, onieśmielony spojrzeniami reszty. Harry niemal parsknął śmiechem. Czy to na pewno był ten sam chłopak, który przy większości okazji podrywał go i uśmiechał się szarmancko?
Potter przeniósł wzrok z Cubice’a, siedzącego tuż obok niego, jakby jego obecność utrzymywała go przy życiu, na Lucasa, który siedział dokładnie naprzeciw nich. Would był dziwnie milczący. Choć w jego spojrzeniu nie było wrogości, Harry czuł, że jego nauczyciel jest bardzo ostrożny w stosunku do nowo poznanego Pana Żywiołów. Wcale mu się nie dziwił, jednak było w tym coś onieśmielającego. Tym bardziej, że inni Magowie byli równie niepewni. Harry miał ochotę parsknąć i powiedzieć im, że nie mają się co obawiać Doriana, ale powstrzymał się, bo ostatecznie sam nie wiedział, do czego zdolny był Cubice.
Gdy Anastazja wciągnęła Doriana w dyskusję, opisując mu, co zmieniło się przez ostatnie kilkadziesiąt lat, Lucas dyskretnie skinął na Harry’ego, prosząc go o rozmowę na osobności. Potter wymówił się przed Cubicem pójściem do łazienki i ruszył na piętro, do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i po paru chwilach, dołączył do niego Would.
Mężczyzna zamknął cicho drzwi i spojrzał na niego poważnie.
- Jesteś go pewny?
Harry zmieszał się. Lucas brzmiał tak, jakby podejrzewał o coś Doriana i nie było to nic dobrego.
- Dlaczego pytasz?
- Po prostu chcę wiedzieć, że jesteś pewny tego, co robisz – stwierdził Lucas, przyglądając mu się.
- Nadal nie rozumiem.
- Kochasz go?
Harry zamarł i skrzywił się. Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale jednego był pewny: Dorian nie był mu obojętny, a on nie był obojętny Dorianowi. Nie wiedział, czy można to już nazwać miłością, jednak z pewnością pewnym zauroczeniem.
- Ciebie nie kochałem, a jednak robiłem z tobą różne rzeczy.
Tym razem Lucas skrzywił się lekko i westchnął. Pewne poczucie winy przemknęło przez jego twarz. Harry drgnął na ten widok. Żałował tego?
- Źle ci z tym? – zapytał nauczyciela, przyglądając mu się uważnie.
- To nie chodzi o to. Po prostu… nawet jeszcze się wtedy nie urodziłeś. Wciąż mnie to lekko męczy. Nie żałuję, jeśli to cię martwi. Naprawdę mi na tobie zależało, nadal zależy, choć już nie w taki sam sposób. Źle mi, bo robiłem takie rzeczy z dzieckiem i…
- Nie byłem dzieckiem i nie jestem – przerwał mu Harry, patrząc na niego tak poważnie, jak nigdy. Lucas aż cicho sapnął. Nie. To zdecydowanie nie było spojrzenie dziecka. – Zanim przeniosłem się w czasie miałem siedemnaście lat. Chciałem tego wszystkiego i byłem świadomy, co takiego robimy. Teraz może i mam piętnaście, bo moje ciało tyle ma, ale wciąż uważam, że jestem dużo straszy. Syriusz powiedział mi raz, że gdy patrzy się w moje oczy widzi się starca – szepnął, odwracając wzrok. – Nie chcę, żebyś miał wyrzuty sumienia z powodu przeszłości. Ja nie mam. To, co robiliśmy było za obopólną zgodą. – Harry wstał i podszedł do Lucasa, patrząc mu z bliska w oczy. – I jestem pewny, że Dorian to zdecydowanie coś innego niż ty. O to się martwisz, prawda? On… coś do mnie czuje, wiem to. – Uśmiechnął się lekko na ulgę na twarzy Lucasa. – Aż tak bardzo się o mnie troszczysz?
- Nawet nie masz pojęcia, dzieciaku – zaśmiał się Would i schylił się, by pocałować chłopca w czoło. – Więc… skoro jesteś pewny, że chcesz w to wchodzić, to kim jestem, żeby się martwić o twoje dobre czy złe decyzje?
Harry uśmiechnął się szeroko i przytulił krótko do blondyna.
- Dzięki. Więc… widzimy się za tydzień, w szkole.
- Tak. Albus powiedział, że z radością przyjmie też kilku innych Magów, więc może nie będzie miał nic przeciwko Dorianowi – spojrzał na chłopca sugestywnie i z zadowoleniem stwierdził, że wciąż jest w stanie wywołać rumieniec na jego policzkach.
- Zaproponuję mu to – obiecał Harry, myśląc o błyszczących radością oczach Doriana, kiedy ten się dowie, że może z nim spędzić nadchodzące dziesięć miesięcy.
^^^
Koniec wakacji zbliżał się wielkimi krokami i mimo że Harry był na to przygotowany, czuł lekkie przerażenie za każdym razem, gdy o tym pomyślał. Do Hogwartu pójdzie z nim Dorian, co już bardzo podnosiło go na duchu, a w obronie zamku staną Syriusz, Remus, być może, co jakiś czas, jego rodzice oraz część Magów, których zaprosił Dumbledore i Lucas. Mimo to, wiedział, że będzie trudno. Owszem, w pewnym sensie dogadał się z Weasleyami, ale nie byli oni jedynymi osobami, które utrudniały mu życie w Hogwarcie. Miał szczerą nadzieję, że to nieco ułatwi, jednak już nie łudził się, że zostanie z Ronem i Hermioną przyjaciółmi, jakimi byli wcześniej. Nie przeżył z nimi tego, co przed podróżą w czasie. A dodatkowo sam się zmienił. Nie czuł się na piętnaście lat, a co najmniej na trzydzieści, mimo że nawet tyle nie miał. Nie wiedział, czy byłby w stanie spokojnie słuchać o problemach sercowych nastoletnich przyjaciół czy głupich pomysłach utrudnienia życia Flichowi i nauczycielom.
W końcu nastał ten dzień. Hogwart Express wyglądał tak niezwykle jak zawsze, gdy Harry przybył na stację z Harresem, rodzicami, Syriuszem i Remusem. Dwaj ostatni również mieli swój bagaż, gdyż mieli patrolować pociąg, na wypadek ataku. Harry jednak podejrzewał, że zajmą jakiś przedział i będą się tam migdalić. W sumie nie mógł im mieć tego za złe, gdyż Dorian obiecał mu to samo, gdy się z nim ostatni raz widział, twierdząc, że jeszcze nigdy nie obmacywał się z nikim w pociągu. Uznał to za podniecające, choć Harry nie do końca mógł zrozumieć, dlaczego.
Harry szybko pożegnał się z rodzicami i marudzącym Harresem, którego nagle dopadła świadomość, że będzie daleko od swoich rozpieszczających go rodziców. Co prawda, młodszy z braci Potter dostał w ostatnim tygodniu nieźle w kość od mamy, która odstawiwszy eliksir, przejrzała na oczy i uznała, że nie będzie wychowywać samoluba. Dlatego ostatni tydzień wakacji był dla Harry’ego rajem, a dla Harresa piekłem. James obiecał Lily nie wtrącać się, choć widać było, że robi to z wielkim bólem serca i tylko patrzył, jak jego żona nakazuje Harresowi… sprzątać za sobą. Cóż. To była pierwsza rzecz, jaką miał chłopczyk zrobić. Nie uznał tego za sprawiedliwe, choć pół godziny siedzenia w kącie pokazało mu, że chyba lepiej nie wrzeszczeć na matkę. Może nie było w tej karze nic wielkiego, jednak Harres uznał ją za tak upokarzającą, że przemógł się i sprzątnął zabawki z salonu do swojego pokoju.
Harry był tym wniebowzięty, choć z drugiej strony nieco mu się nudziło. Zwykle robiłby to on, a tak musiał znaleźć sobie inne zajęcie, gdyż nie mógł nawet wpaść do Doriana. Po wizycie w Centrum, obiecał chłopakowi, że nie będzie do niego wpadał bez zapowiedzi, gdyż Cubice poprosił go o to, sugerując coś o przygotowywanej niespodziance. Harry niezbyt je lubił, ale uznał, że chce zrobić Dorianowi przyjemność i obiecał mu spotkać się z nim dopiero w pociągu i tam zażądać rekompensaty za tydzień bez swojego chłopaka.
Cóż, Harry nawet nie wiedział, kiedy zaczął w myślach nazywać Doriana swoim chłopakiem. Być może wtedy, gdy Syriusz go zaakceptował albo gdy zrobił to Lucas. Niemniej jednak, Harry czuł, że coraz bardziej zakochuje się w pełnym energii, humoru i koloru spojrzeniu Doriana.
Szybko znalazł wolny przedział i zerknął przez okno, widząc, że Syriusz i Remus oddalili się od jego rodziców, którzy wciąż próbowali uspokoić Harresa. Coś najwidoczniej bardzo zezłościło chłopca, a Harry podejrzewał, co. Wczoraj mama powiedziała mu, że dostanie pieniądze przeznaczone do Hogsmeade także dla Harresa. Wiedząc, że jej młodszy syn i tak nie może wyjść do wioski, poprosiła Harry’ego, żeby wziął te pieniądze i za nie kupił coś również bratu. Harry zgodził się nieco opornie, bo wiedział, jaki jest Harres – będzie żądał od niego więcej, niż go stać. Oboje dostali po trzydzieści galeonów na Hogsmeade oraz po dziesięć, które mogli udać w pociągu na słodycze. Te dziesięć Harres posiadał w swojej kieszeni, ale kolejne trzydzieści pilnował Harry.  Podejrzewał, że jego brat przyjdzie do niego po zwrot, ale miał już na to plan. W końcu, jeśli odda młodszemu chłopakowi pieniądze, ten i tak nic sobie nie kupi. Miał tylko nadzieję, ze logika jakoś przemówi do blondynka.
W końcu jednak Lily musiała użyć tego argumentu, bo Harres zamilkł i z naburmuszoną miną ruszył do pociągu, nawet nie ściskając na pożegnanie rodziców. Harry tylko pokręcił głową. Jak to w ogóle możliwe, że dzieciak był jego bratem?
Usiadł i wyjął sakiewkę, by sprawdzić, czy tutaj schował pieniądze, które dostał również od Syriusza – całe pięćdziesiąt galeonów, za co miał ochotę puknąć go w ten głupi czerep. Stwierdzając jednak, że dzięki temu w ferie będzie mógł wymienić galeony na mugolskie pieniądze i zabrać się gdzieś z Dorianem, na przykład na lodowisko, przemilczał nadgorliwość chrzestnego i tylko mu podziękował.
Schował pieniądze do kieszeni, od razu obiecując sobie, że wykorzysta je nieco, gdy dołączy do niego Dorian i przyjedzie wózek ze słodyczami, po czym wstał i zerknął ponownie na peron. Jego rodzice stali w tym samym miejsc, gdzie przed chwilą. Mama wyglądała na bardzo podminowaną, podczas gdy ojciec na nieco wściekłego. James zmienił się, od kiedy Lily zabrała mu nalewki Travisa, wyjaśniając tylko, że nie lubi, gdy jej mąż jest pijany. Potter senior  zdawał się to zaakceptować, choć wydać było, że nie jest zadowolony z tego powodu. Lily powiedziała Harry’emu, że podejrzewa, że w eliksirze, którym poił ich Bickle jest jakaś substancja uzależniająca, przez co miała wielki kłopot, by wypić odtrutkę i odstawić truciznę. James, mimo że już nie pił, dalej wydawał się być pod wpływem trutki, choć już nie aż tak bardzo. Wciąż nieco chodził z głową w chmurach, bywał agresywny, ale przynajmniej częściej zadawał sobie pytanie, dlaczego tak się zachowuje. Lily nie przyznała tego synowi, ale któregoś wieczora jej mąż przyszedł do niej z zagubioną miną i pytał, który mają dzień tygodnia. Gdy mu odpowiedziała, mężczyzna zmarszczył brwi, potrząsnął głową, wymamrotał coś do siebie i zniknął w łazience. Potem wyszedł i zachowywał się tak, jakby nic się wcześniej nie stało. Przez to wydarzenie, Lily stwierdziła, że poszuka czegoś na temat podawanego im eliksiru. Mimo że mieli antidotum, uważała, że warto przyjrzeć się bliżej miksturze. Postanowiła jednak nie wplątywać w to Harry’ego, zauważając, że chłopiec stresuje się powrotem do Hogwartu. Miała tylko nadzieję, że ten rok będzie dla jej syna łaskawszy.
Przyglądając się tłumowi na peronie, Harry nie usłyszał, że ktoś cicho wsunął się do przedziału, zabezpieczając drzwi. Dopiero ręce obejmujące go w pasie, sprawiły, że drgnął zaskoczony, ale cichy pomruk znanego mu głosu powstrzymał go przed atakiem. Odwrócił się przodem do Doriana, posyłając mu krzywe spojrzenie.
- Gdybym się nie opanował, byłbyś szybciej na korytarzu, niż wszedłeś – poinformował chłopaka i dopiero wtedy dostrzegł w jego oczach zmianę. Były brązowe, nie kolorowe. – Co ci się stało z oczami? – zapytał z przerażeniem.
- Nic. Zamaskowałem je. Nie chciałem, żeby wszyscy uczniowie się na mnie gapili.
- I tak będą się gapić. Nie dość, że jesteś nowy, to jeszcze umawiasz się z chłopcem, który przeżył – parsknął Harry.
Dorian roześmiał się cicho i pocałował chłopaka w czoło.
- Nie masz zamiaru tego trzymać w tajemnicy?
- A ty masz taki zamiar? – zapytał Harry niepewnie. – Jeśli nie chcesz…
- To nie tak. Myślałem, że nie będziesz chciał robić dodatkowego rozgłosu.
- Bo nie chcę. Ale zależy mi na tobie i nie obchodzi mnie zdanie innych. Mogą sobie mówić, co chcą, mam to gdzieś – zapewnił Harry i uśmiechnął się na widok ulgi w oczach Doriana. Chyba nie przyzwyczai się do tego koloru. Co prawda, oczy Doriana zawsze tuż po obudzeniu były brązowe, ale zaraz zmieniały kolor i były tęczowe. Harry uwielbiał je takie, ale musiał przyznać, że nawet gdy miały swój zwyczajny kolor, było w nich coś niezwykłego i pociągającego. Nagle uderzyła w niego myśl, że będzie musiał się nieco postarać. W końcu nie chciałby, żeby Dorian spodobał się jakiejś dziewczynie, która mogłaby mu go zabrać.
- Pamiętasz, że mówiłem ci o niespodziance? Właśnie, dziękuję, że dotrzymałeś słowa i nie odwiedzałeś mnie bez zapowiedzi. Dzięki temu miałem czas stworzyć bazę.
- Bazę?
- Bazę, podstawę, jak zwał tak zwał. Do eliksiru. Będzie się robił przez jeszcze jakieś cztery miesiące, ale przed Świętami chciałbym go skończyć.
- Co za eliksir? – zapytał zaciekawiony Harry, przyglądając się błyszczącym oczom Doriana.
- Niespodzianka…
- Dorian! Miałeś mi dać niespodziankę w pociągu.
- W pociągu miałem ci zrekompensować stracony tydzień.
- Ale… - Umilkł, kiedy usta Doriana musnęły jego szyję. – A kiedy pokażesz mi niespodziankę?
- Kiedy ty pokażesz mi swój tajemniczy pokój w bibliotece.
- Zgoda – mruknął Harry, po czym jęknął, gdy Dorian mocno pocałował go w usta.
^^^
Harry’ego obudziło delikatne potrząsanie w ramię. Mruknął niezadowolony i uchylił oczy, czując, jak przód jego bokserek wciąż lepi się od pewnej wydzieliny jego ciała. Skrzywił się, a potem z ulgą odkrył, że plama zniknęła. Uniósł wzrok na Doriana, który uśmiechał się radośnie.
- Mówili, że zaraz dojeżdżamy – powiedział. – Powinniśmy się chyba ubrać w szaty.
- Racja – mruknął Harry, wciągając na siebie spodnie. Wciąż miał ubraną koszulkę, gdyż dotychczas nie posunęli się z Dorianem daleko, jeśli chodziło o seks. Dotykali się, pieścili ustami, ale na razie Dorian nie przekroczył granicy i nawet nie sugerował czegoś więcej. Harry podejrzewał, że boi się, że zada to pytanie za szybko.
Niedługo później wysiadali już z powozu i wchodzili do Sali Wejściowej. Po drodze Harry dostrzegł Syriusza i Remusa, jednak obaj mężczyźni, i kilku innych członków Zakonu, byli zbyt zajęci utrzymywaniem porządku, by ich zauważyć. Potter wszedł do Wielkiej Sali z Dorianem przy boku. Cubice miał na sobie szkolną szatę, gdyż dyrektor pozwolił mu chodzić na piąty rok, razem z Harrym. Cubice przyznał, że oficjalnie jest martwy i nie ma żadnego wykształcenia, mimo że naprawdę wiele potrafił. Dlatego Dumbledore stwierdził, że może dołączyć do piątej klasy, żeby napisać pod koniec roku SUM-y, które były przepustką do OWTM-ów. Dorian nie protestował, mimo że miał ochotę zwyczajnie napisać tylko ostatnie testy, gdyż to oznaczało, że spędzi kolejne trzy lata z Harrym, nawet w szkole. Dorian zastanawiał się tylko, jak długo jego chło… Harry zamierzał trzymać w tajemnicy to, że umie mówić. Miał nadzieję, że już niedługo Potter wygada się i dzięki temu będą mogli rozmawiać nawet w obecności innych uczniów.
Teraz jednak milcząco usiedli przy stole Gryffindoru. A raczej próbowali usiąść, gdyż McGonagall natychmiast poprosiła Doriana, by ten dołączył do pierwszorocznych, gdyż musi być przydzielony. Harry więc został sam, snując przykre myśli, że Dorian jednak nie trafi do Gryffindoru i nie będą mogli zamieszkać w jednym dormitorium.
Rozpoczęła się ceremonia przydziału. Dorian miał być na końcu, więc najpierw Harry miał okazję dowiedzieć się, gdzie trafi jego brat. Ku jego szczeremu zdumieniu, Harres wylądował w Gryffindorze, choć Tiara mocno się wahała. W końcu nadszedł moment na Cubice’a. Harry zauważył, że sporo Gryfonek spogląda na jego chł… chłopaka z oczekiwaniem, jakby przydzielenie go do Gryffindoru oznaczało, że mogą go poderwać. W chwili, gdy Tiara opadła na brązową czuprynę Doriana, krzyknęła głośno i wyraźnie:
- Gryffindor!
Harry miał ochotę piszczeć z radości. Uśmiechnął się szeroko do Doriana, który momentalnie pospieszył do niego i usiadł bardzo, bardzo blisko, przez co większość uczniów nie miała wątpliwości, co do ich relacji. Dziewczyny wyglądały na zawiedzione i zarazem lekko obrzydzone. Harry się tym nie przejął tylko posłał Dorianowi jeszcze radośniejszy uśmiech. Dostrzegł, że Cubice z ledwością powstrzymuje wybuch śmiechu, ale zignorował to, gdy na stole przed nimi pojawiły się potrawy. Mimo tego, że zjedli co nieco w pociągu, oboje byli bardzo głodni i spragnieni, więc rzucili się na jedzenie.
Dopiero gdy Harry się najadł, rozejrzał się po Wielkiej Sali, zauważając, że w obu kątach, niedaleko drzwi wejściowych, stały dwa mniejsze stoliki, przy których siedzieli członkowie obrony. Łączenie było około dwadzieścia osób, choć Harry podejrzewał, że nie zawsze będą w całym składzie. Dostrzegł wśród nich wszystkich Magów, Syriusza i Remusa oraz parę członków zakonu, choć nie wszystkich kojarzył. Sporo było nowych twarzy. Uśmiechnął się lekko go Alicji, która zdołała złapać jego wzrok, po czym skupił się na Dumbledorze, który właśnie powstał, by wygłosić krótkie przemówienie.
Nie różniło się ono od innych. Dyrektor przedstawił nowego nauczyciela obrony – Lucasa Woulda, oraz wyjaśnił uczniom, kim są ludzie siedzący niedaleko drzwi. Przypomniawszy jeszcze o paru zakazach, odesłał ich do dormitoriów. Harry wiedział, że nie potrzebuje hasła, by dostać się do wieży Gryffindoru, więc zatrzymał Doriana w miejscu, by przeczekać najbardziej cisnących się do wyjścia uczniów. Harry zauważył, że wraz z pierwszakami wychodzi Harres. Osoby stojące koło niego wyglądały na zirytowane, podczas gdy Harres nieustannie mówił coś do nich. Harry podejrzewał, co, ale mógł tylko westchnąć na głupotę brata. Jeśli sądził, że przechwalając się znajdzie jakiś przyjaciół to grubo się mylił.
W końcu Harry i Dorian podeszli na krótko do Magów, gdy już cała Sala opustoszała, a potem udali się do wieży. W pokoju wspólnym stały tylko pojedyncze grupki osób. Nie przejęli się nimi, tylko szybko pobiegli do dormitorium. Stwierdzając, że nie będą się tak bardzo afiszować, umyli się i każdy położył się w swoim łóżku. Oboje zasnęli, gdy tylko ich głowy dotknęły poduszek.
^^^
 Następnego ranka była środa, więc oboje obudzili się wcześnie, by przygotować się na zajęcia. Na śniadaniu otrzymali identyczne plany lekcji i Harry z lekkim uśmiechem dostrzegł, że pierwszą mają opiekę nad magicznymi stworzeniami. To oznaczało, że spotka się ze swoją psiną, Akirą.
Syriusz i Remus oddali ją Hagridowi już jakiś czas temu, nie tylko ze względu na niezadowolenie sąsiadów z kamienicy, którzy ciągle skarżyli się, że pies szczeka (choć kochankowie zarzekali się, że nie robiła tego zbyt często), ale też planowali romantyczną wycieczkę przed końcem roku, która ostatecznie nie wypaliła z powodu obaw przed Travisem. A jako że Akira miała się całkiem dobrze u Hagrida, gdzie miała kompana w postaci Kła, postanowili zostawić ją u niego. Harry stęsknił się za nią strasznie i nie umiał doczekać, kiedy zanurzy twarz w białej sierści psiny.
Dorian zauważył jego podekscytowanie i szybko zjadł śniadanie, żeby obaj mogli wcześniej przyjść na lekcje. Na błoniach byli dużo przed czasem, ale nie przejęli się tym, tylko popędzili do chatki Hagrida. Już mieli zapukać, gdy drzwi się otworzyły wyszedł półolbrzym, a tuż koło jego nogi śmignęła biała kulka, sięgająca mu prawie biodra.
Harry wyszczerzył się szeroko, gdy Akira rzuciła się na niego, szaleńczo merdając ogonem i piszcząc ze szczęścia. Dorian roześmiał się, gdy Harry upadł na ziemię pod ciężarem suczki.
- Ho, ho, chyba tęskniła – zaśmiał się Hagrid. – Poradzicie sobie?
Gdy uczniowie pokiwali głową, odszedł za chatkę, gdzie pewnie miał przygotowane jakieś zwierzę na zajęcia.
- Jest piękna – wyszeptał Cubice, gdy Akira opadła na leżącego na wznak Harry’ego, stale liżąc jego twarz. – I dość duża.
- No co ty – mruknął Harry, odsuwając delikatnie psiaka i zaczynając głaskać ją po całkiem białej sierści.
- Też kiedyś miałem swojego. Nie wiem, gdzie teraz Lucky jest, ale podejrzewam, że już nie żyje. Tyle lat mnie nie było, więc… - urwał i westchnął.
- Przykro mi – szepnął Harry, wstając i owijając ramiona wokół Doriana.
- W porządku. Te psy są naprawdę dobrymi kompanami. Nie trzeba ich bardzo tresować, a jakoś instynktownie wiedzą, co jest dobre, a co złe.
Harry spojrzał na sunię, która przytulała głowę do jego nogi i pogłaskał ją między uszami.
- Na razie będziesz musiała zostać u Hagrida – powiedział miękko. – Ale na święta wezmę cię do domu. Obiecuję.
Akira popatrzyła na niego rozumnie i zaskomlała cicho, choć widać było, że zgodziła się z tym losem. Pozwoliła się jeszcze chwilę głaskać, a potem wystrzeliła w kierunku Kła, który mimo że nie był już młody, starał się nadążyć za pełną energii towarzyszką.
Harry spojrzał na Doriana i uśmiechnął się.
- Idziemy?
- Tak. Wszyscy się już schodzą.
- To chodźmy.
^^^
Harry zacisnął usta, powstrzymując rosnące w nim rozbawienie na widok Doriana, kręcącego się po tajemniczej, a szczególnie przy notatkach zostawionych na stoliku. Widział wielką ciekawość w jego oczach, gdy chłopak patrzył na luźne kartki, przerzucając je z boku na bok. Po chwili podszedł do swojej torby, wyjął z niej jakieś kartki i pokazał Harry’emu. Potter uniósł brwi, zerkając na łudząco podobny charakter pisma na kartkach trzymanych przez Doriana do papierów na stole.
- Czy to…?
- Brakujące kartki. Wraz z przepisem na eliksir, mogący wyleczyć wilkołaka z likantropii. Skończyłem wczoraj rano bazę do tego eliksiru. Mam ją tu ze sobą – poklepał się po torbie, – i jeśli dzisiaj rozpoczniemy warzenie, eliksir będzie gotowy około grudnia. Myślę, że to będzie idealny prezent gwiazdkowy do twojego wilczego opiekuna…
Nim Dorian dokończył zdanie, zszokowany i zachwycony Harry rzucił się na niego i gwałtownie go pocałował, owijając ramiona wokół jego szyi. Cubice owinął ręce wokół pasa chłopaka i cofnął się o dwa kroki, pchnięty rozpędem, i uderzył plecami o szafkę z książkami po lewej. Nie zdążył się o nią dobrze oprzeć, gdy ustąpiła ona pod jego wagą i nagle razem z uczepionym do niego chłopcem, poleciał do tyłu, opadając na plecy na dość miękki dywan. Stęknął cicho, gdy kolano Harry’ego wbiło się w jego udo. Odsunęli się i rozejrzeli ze zdumieniem.
- Hymm – mruknął Potter, patrząc na nieco ciemną sypialnię, zaopatrzoną w duże, dwuosobowe łóżko, dwie szafki nocne, kanapę stojącą przy nogach łóżka i niewielki kominek naprzeciw kanapy. – Chyba ktoś próbuje nam coś zasugerować.
- Więc chyba powinniśmy posłuchać – zaśmiał się Dorian, po czym dotarło do niego, co zaproponował i nieco się zmieszał. – Znaczy, nie chcę cię do czegoś zmuszać.
- A wyglądam na zmuszanego? – zapytał Harry, parskając. – Muszę ci się odwdzięczyć za Remusa.
- Nie. – Dorian spojrzał na niego nieco ostro. – Nie chcę, żebyś się za to odwdzięczał. Niech to będzie dla niego prezent od naszej dwójki.
- Cóż… - Harry spuścił nieco nieśmiało wzrok, ale gdy spojrzał z powrotem na Doriana, jego źrenice były mocno rozszerzone z podniecenia. – Zależy mi na tobie i chcę kochać się z tobą w tym łóżku – szepnął, a jego policzki mimowolnie pokryły się rumieńcem. Nie sądził, że kiedykolwiek powie coś takiego.
Dorian wyglądał na nieco zaskoczonego, ale jednocześnie jego oddech stał się cięższy, a jego oczy rozbłysły pożądaniem. Łagodnie chwycił podbródek Harry’ego i złączył ich usta w delikatnym pocałunku, który szybko zmienił się w gwałtowny i pełny pragnienia. Dłoń Doriana zsunęła się na kark Pottera, a druga na jego pas. Poczuł, jak Harry chwyta w ręce jego twarz i napiera na niego całym ciałem. Po paru sekundach rozdzielili się i spojrzeli sobie głęboko w oczy.
- Harry, nie chcę, żeby to było za szybko. Jeśli nie czujesz…
- Och, przymknij się – sapnął chłopak. Usiadł okrakiem na biodrach Doriana, pociągając go do siadu. – Chcę to z tobą zrobić. Najlepiej teraz. – Pochylił się i ponownie pocałował Cubice’a. Ten mruknął w jego usta i przeniósł dłonie pod jego pośladki, po czym wstał razem z nim. Sekundę później Harry opadł plecami na łóżko. Dorian wsunął dłonie pod jego koszulkę i ściągnął ją, a Harry zabrał się za guziki jego koszuli. Półnadzy, ponownie połączyli się w głębokim pocałunku. Potter uśmiechnął się lekko i przygryzł dolną wargę Doriana, wydobywając z niego jęk. Poczuł, jak dłonie Cubice’a niecierpliwie zsuwają się po bokach jego ciała, aż do paska spodni. Brunet spojrzał mu ostatni raz w oczy, by upewnić się, czy robi dobrze, po czym odpiął guzik i zamek jego spodni i wsunął w nie dłoń. Harry odrzucił głowę do tyłu, przygryzając dolną wargę, by nie jęczeć, gdy przed jego oczami rozbłysły gwiazdy. Uniósł nogi i owinął je wokół bioder Doriana.
- Jesteś całkowicie pewny? – zapytał Cubice, pieszcząc go powoli jedną ręką, podczas gdy drugą zaczął odpinać własne spodnie. Harry tylko uniósł gwałtownie biodra i pozwolił, by jęk wymknął się z jego ust. Zapewniony tym Dorian, rozebrał najpierw swoje spodnie, a potem wyjął rękę z bokserek Harry’ego i pomógł rozebrać się jemu. Całkiem nadzy opadli z powrotem na miękką narzutę i pocałowali się. Ich dłonie błądziły po ciele tego drugiego, odkrywając coraz to nowe miejsca na skórze, których dotknięcie powodowało dreszcze przyjemności.
Harry owinął mocniej nogi wokół bioder Doriana, dociskając do siebie ich krocza. Mimowolnie szarpnął się lekko, czując coraz większą przyjemność, rozlewającą się w jego podbrzuszu. Przygryzł dolną wargę swojego chłopaka i uśmiechnął się, słysząc jego jęk.
- Jesteś pewny? – wydyszał Cubice, odsuwając się od niego na parę centymetrów. – Całkowicie?
- Tak. Ja… - Harry przygryzł wargę i spojrzał na Doriana nieśmiało. – Kocham cię.
Zobaczył, jak źrenice bruneta rozszerzają się nieco i później w pokoju było słychać tylko głośne jęki.
^^^
Przebudził się, czując, że nie spał długo, jednak uparte wrażenie, że ktoś mu się przygląda, nie pozwoliło mu spać. Uchylił powieki i na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy zobaczył pochylonego nad nim Doriana. Chciał unieść się, by pocałować te zaczerwienione wargi, przygryźć je i ponownie posmakować wnętrze jego ust, ale Cubice przytrzymał go na leżąco.
- To, co wcześniej zrobiliśmy było… Merlinie, nie jestem w stanie tego opisać – szepnął Dorian, wpatrując się w Harry’ego kolorowymi oczami. Najwyraźniej zaklęcie maskujące straciło swoją moc. – Ale jestem największym idiotą, jaki chodzi po świecie.
- Och? – szepnął Harry, czując nieprzyjemny skurcz w żołądku.
- Tak. Powiedziałeś mi, że mnie kochasz – mruknął brunet, patrząc na rumieniec, rozlewający się na policzki Harry’ego. – A ja, idiota, nie odpowiedziałem, że też cię kocham.
Wielka ulga zalała umysł Pottera. Parsknął z niedowierzaniem i położył dłoń na karku Doriana, pociągając go do delikatnego pocałunku.
- Faktycznie jesteś idiotą. Myślałem, że żałujesz!
- Nigdy w życiu – uśmiechnął się Dorian. – Kocham cię.
- Ja ciebie też.
I Harry wiedział, że jest to całkowita prawda.
^^^
Czekam na wasze opinie :D