wtorek, 22 maja 2018

26. Atencja


Cześć wszystkim!
Okropnie długo mnie tu nie było, ale musicie mi wybaczyć (jak zwykle zresztą ^^).
Przed dosłownie kilkoma sekundami udało mu się dopisać ostatnie trzy strony tego rozdziału i mogę w końcu (po ilu to miesiącach???) wam go zaprezentować. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
Z uwagi na to, że bardzo bym już chciała to opowiadanie skończyć (głównie ze względu na bardzo niewielką ilość czasu) w przyszłym rozdziale, albo za dwa rozdziały planuję duży przeskok czasowy i tylko wspomnienie o wydarzeniach, które miały miejsce w czasie tego przeskoku. Nie bądźcie na mnie o to bardzo źli. Potem będzie już nieco spójniej. 
Cóż, nie pozostaje mi nic innego tylko zaprosić was do czytania. Tym razem nie będę obiecywać, że kolejny rozdział będzie wcześniej, bo coś czuję, że znów bym was okłamała.
Liczę na wasze opinie!!!

^^^
Gdy Outrager ich minął, obijając się ramieniem o bark Jamesa, Lily powstrzymała męża przed uderzeniem mężczyzny i pociągnęła go z powrotem do gabinetu dyrektora. Przez moment miała ochotę spytać, co się wydarzyło i co takiego Harry powiedział, że cofnęli zarzuty przeciwko nim, ale widząc załzawione policzki syna, postanowiła to na chwilę zignorować. Chciała chwycić chłopca w ramiona, jednak ręce Blacka zacisnęły się ochronnie wokół chrześniaka, nie pozwalając jej na to. Spojrzała na niego z pewnego rodzaju rozpaczą, ale widząc zaciskające się dłonie Harry’ego na koszuli mężczyzny i to, jak chowa twarz w jego ramię, stłumiła uczucie bólu. Odwróciła się w kierunku Dumbledore’a.
- Zostaliśmy uniewinnieni?
- Nigdy nie byliście uznani za winnych, ale tak, cofnięto zarzuty – powiedział dyrektor spokojnie.
- Czy możemy wiedzieć, co takiego się stało? – spytała.
- Właśnie – nalegał James, podchodząc bliżej. – Chcemy wiedzieć, skąd w ogóle ciało Daniela znalazło się tak blisko naszego domu. I dlaczego Harry twierdzi, że to on go zabił? I jak to możliwe, że mówi?
- Nie moim zadaniem jest wam to wyjaśnić – rzekł Dumbledore. – Jeśli Harry będzie chciał, powie wam prawdę, ale ostrzegam, że będzie bolesna.
- Nie dzisiaj – warknął Syriusz, widząc, jak James otwiera usta. – Teraz zabieram go do moich kwater. Potrzebuje odrobiny spokoju.
- To mój syn, nie twój.
- Przez ostatnie lata o tym zapominałeś, więc racz się zamknąć, z łaski swojej – syknął Black. Delikatnie pchnął chłopca ku wyjściu, jednak zanim opuścili pomieszczenie, odwrócił się do Lily. – Daj mu w końcu tę odtrutkę. Chcę odzyskać przyjaciela.
^^^
Syriusz wpuścił przodem chłopca do swoich pokoi, które zajmował z Remusem. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, Lupin znalazł się tuż przy nich. Od razu zauważył zaczerwienione oczy Harry’ego, świadczące o łzach. Nie namyślając się długo, wziął Pottera w ramiona, patrząc ponad jego głową na Syriusza.
- I?
- Zarzuty zostały cofnięte, a sprawa umorzona. Ale musiał powiedzieć o wszystkim.
- Cała szkoła teraz wie, że mówię – usłyszeli stłumiony, drżący głos Harry’ego.
- Będzie dobrze, Słoneczko – zapewnił Syriusz, pochodząc do nich i owijając ramiona wokół obu. – Pomożemy ci. Nie pozwolimy, by ktokolwiek robił ci przykrości z tego powodu.
Harry uniósł głowę i posłał ojcu chrzestnemu lekki uśmiech, choć jego oczy wciąż wyrażały strach i żal.
- Mam ochotę umyć się i spać – powiedział cicho. – Mogę zostać tutaj? Nie chcę wracać do wieży.
- Oczywiście – uśmiechnął się Remus. – Przygotuję ci kąpiel, dobrze? Idź z Syriuszem poszukać jakiś ciuchów na zmianę.
Harry pokiwał głową, po czym został pociągnięty przez Blacka do sypialni mężczyzn. Syriusz skierował się do małej komody, gdzie trzymał bieliznę.
- Słonko, otwórz szafę i na trzeciej półce od dołu są moje koszulki. Weź sobie jakąś – powiedział Łapa, szperając w szufladzie, by znaleźć małe pudełko bokserek, które kupił jakiś czas temu i jeszcze ich nie użył. Wystarczy szybkie zaklęcie dopasowujące i będą leżały na chłopcu jak ulał. Tylko gdzie było to foliowe pudełko? Był pewny, że je tu wciskał.
- Co to jest? – usłyszał zdumione, ale jednocześnie oczarowane pytanie Harry’ego. Uniósł wzrok i poczuł, jak jego policzki pokrywają się lekką czerwienią.
- Schowaj to zanim Remus zobaczy – wykrzyknął, dopadając do chłopca i chwytając oraz zatrzaskując czerwone, aksamitne pudełko. Spojrzał z paniką na drzwi, by upewnić się, że Remus jeszcze nie skończył w łazience, po czym popatrzył na Harry’ego. Potter zerkał na niego z niedowierzaniem.
- Czy to jest…?
- Tak, ale cicho – jęknął Syriusz. – Nie wie, że chcę mu się oświadczyć. Jeszcze nie wymyśliłem, jak i kiedy to zrobię.
Harry spojrzał na niego z mieszaniną zdziwienia i radości. Ze śmiechem, rzucił się chrzestnemu na szyję i przytulił go mocno.
- To wspaniały pomysł! Będziecie idealnym małżeństwem.
- Tak uważasz? Nie sądzisz, że to może ociupinkę za wcześnie? – zapytał niepewnie Syriusz, spoglądając na chrześniaka z góry. – Jesteśmy ze sobą zaledwie dwa miesiące…
- Jesteś pewny tego, że chcesz spędzić z nim resztę życia?
- Tak – odparł bez wahania Black. – Tylko co, jeśli on nie jest tego pewny?
- Nie dowiesz się, jeśli nie zapytasz. Poza tym, czekał na ciebie od szóstego roku Hogwartu. Jestem pewny, że odpowie „tak”.
Syriusz posłał chłopcu dziękujący uśmiech. Oboje lekko drgnęli, słysząc otwierające się szerzej drzwi.
- Kąpiel gotowa – powiedział radośnie Remus, wchodząc do sypialni. Syriusz szybko ukrył pudełko za plecami. – Macie gotowe te ubrania?
- Nie wiesz, gdzie dałem to pudełko z nowymi bokserkami? – spytał natychmiast Łapa, by odwrócić uwagę kochanka. – Nie mam pojęcia, gdzie je wcisnąłem, a nie chciałbym dawać Harry’emu używanych.
- Gwiazdko, ostatni raz, jak cię z nimi widziałem to wepchnąłeś je między skarpetki, żeby zatrzymać je na „specjalne okazje”, ponieważ tak ci się spodobały. Szczególnie te bokserki z napisem „Instruktor Seksu” – parsknął Remus, podchodząc do komody i szybko odnajdując wspomnianą przez Syriusza paczuszkę. W tym czasie Black zdążył wrzucić pudełko z pierścionkiem między spodnie.
- Uch, kompletnie zapomniałem – powiedział Syriusz, przeczesując ręką włosy nieco nerwowym gestem. Remus podszedł do niego i uśmiechając się czule, pocałował Syriusza w kącik jego ust.
- Jesteś niemożliwy – westchnął. – Proszę, Harry – podał chłopcu paczkę bokserek. – Weź które chcesz, oprócz tych szarych, bo tego Syriusz ci nie wybaczy.
Potter wyszczerzył się i chwycił pierwsze lepsze bokserki – zielone z napisem „Jestem do wzięcia”, czego jeszcze nie wiedział – i pognał do łazienki, biorąc ze sobą jeszcze czarną koszulkę Blacka i sporo za duże, dresowe spodenki.
Gdy zostali sami w pomieszczeniu, Syriusz owinął mocno jedno ramię wokół talii Remusa, drugie wokół jego klatki piersiowej i oparł brodę o jego bark, czując jednocześnie, jak ręce Lupina lądują na jego lędźwiach.
- Jak on się czuje? – usłyszał tuż przy swoim uchu. Stłumił dreszcz, tylko mocniej zaciskając ramiona wokół ukochanego.
- Lepiej – mruknął, nieco odurzony zapachem mydła Remusa. Od kiedy się uświadomił sobie jego uczucia, miał wrażenie, że każdy dotyk Lupina wywołuje w nim o wiele silniejsze reakcje, niż by sobie tego czasem życzył. Usłyszał cichą odpowiedź Lunatyka, ale niezbyt się na niej skupił, próbując odkryć, co to za zapach szamponu. Miał wrażenie, że był inny niż zwykle. Remus zawsze wolał brać prysznic rano i do teraz Syriusz jakoś nie zwrócił uwagi, że pachnie inaczej. Hymm… Czy to nie był czasem jego szampon? Nie… Jego pachniał jakimiś cytrusami, a Remus ewidentnie pachnie czymś słodszym, jakimiś kwiatami, może?
- Syriusz!
Drgnął, odsuwając się na tyle, by spojrzeć kochankowi w oczy.
- Tak?
- Zaciąłeś się – zaśmiał się Lupin, patrząc na niego z rozbawieniem. – Nad czym tak myślałeś?
- Słodko pachniesz.
Remus przez chwilę wyglądał na zbitego z tropu, ale zaskoczenie zmieniło się zaraz w czułość.
- Skończył się mój szampon i poprosiłem skrzata, żeby kupił mi nowy. Przyniósł jakiś strasznie słodki… Nie ładny?
- Przeciwnie, pachniesz nieziemsko – westchnął Syriusz i nie umiejąc się już powstrzymać, pochylił się i pocałował głęboko ukochanego. Przesunął dłońmi po plecach wilkołaka, popychając go lekko w stronę łóżka, ale nim Remus choćby spróbował zaprotestować, że nie mogą, bo Harry w każdej chwili może wejść, rozległo się pukanie do drzwi.
Oderwali się od siebie, dysząc nieco i szybko poprawili ubrania.
- Otworzę – odchrząknął Remus i wyszedł szybko z sypialni. Czuł, że jego policzki rumienią się nieznacznie, więc odetchnął głęboko i dopiero wtedy otworzył drzwi do ich kwater. Za nimi stał Dorian, więc natychmiast przepuścił chłopaka.
- Co z Harrym? – zapytał Cubice bez powitania.
- Myje się. Już z nim lepiej, ale może przyda mu się twoja obecność.
- Pójdę do niego – powiedział natychmiast Dorian i skierował się do drzwi, za którymi, jak sądził, znajdowała się łazienka.
- Hola, hola – powstrzymał go Syriusz, wychodząc z sypialni. – Harry się kąpie, co oznacza, że jest nagi. Być może to nie najlepszy moment, by tam wchodzić.
Dorian otworzył usta, by powiedzieć, że przecież już widział swojego chłopaka nago, ale przypomniawszy sobie, że może to grozić bardzo poważnym uszczerbkiem na zdrowiu, powstrzymał się od tego i zwyczajnie pokiwał głową.
- Może napijesz się czegoś? – zapytał Remus, chcąc złagodzić atmosferę. Łypnął groźnie na kochanka, by powstrzymać go od mówienia czegokolwiek więcej, po czym skierował się do niewielkiej kuchni, gdzie postawił czajnik z wodą.
- Proszę herbaty – mruknął Dorian, unikając palącego wzroku Syriusza. – Dziękuję.
Remus zrobił napój także dla siebie i Blacka, po czym wszyscy usiedli przy niewielkim stoliku w salonie i zapadła nieco krępująca cisza. Syriusz wyglądał, jakby spekulował, jak głęboka jest relacja jego małego chrześniaka z Dorianem, podczas gdy młodzieniec próbował wyglądać jak najbardziej niewinnie. Lupin przyglądał się temu, zastanawiając się, jak przemówić kochankowi do rozsądku, ale ostatecznie nie musiał, bo drzwi otworzyły się i Harry wyszedł z zaparowanej łazienki. Był ubrany w nieco za duże na niego spodnie Syriusza i jego czarną koszulkę. Do tego z mokrymi włosami i nieco zaparowanymi okularami, wyglądał czarująco.
Dorian natychmiast wstał, a gdy Harry go zobaczył, momentalnie podbiegł do chłopaka i zarzucił mu ramiona na szyję, czując jednocześnie, jak Cubice owija swoje ręce wokół jego talii, mocno go przytulając.
- Dorian.
- Hej – wyszeptał młodzieniec, chowając twarz we włosach chłopca. – Mógłbyś… eee, zrobić coś ze swoim ojcem chrzestnym, bo czuję, jak mi wywierca wzrokiem dziurę w plecach.
Harry zachichotał i zerknął ponad ramieniem na Syriusza, którego policzki gwałtownie pokryły się rumieńcem.
- No co? – bąknął Black. – Jesteś moim chrześniakiem, muszę cię bronić.
- Przed nim nie musisz, Syri. – Odsunął się nieco od Doriana i uśmiechnął się lekko. – Dzięki, że przyszedłeś.
- Zawsze – szepnął Cubice i już chciał złożyć na pełnych ustach ukochanego pocałunek, gdy przypomniał sobie o palącym wzroku nadopiekuńczego mężczyzny. Szybko się zreflektował i pocałował chłopca w czoło, mając nadzieję, że to nie zdenerwuje za bardzo Blacka.
- Chciałbym iść spać – szepnął Harry, wtulając się w Doriana.
- Może zajmiecie nasze łóżko. My z Syriuszem zdrzemniemy się na kanapie.
- Ale jak to? Że niby będą spać razem? – Syriusz spojrzał na Lupina z niedowierzaniem. Już chciał powiedzieć, że po jego trupie, ale odwrócił się do chrześniaka i dostrzegł jego zmęczony i nieco zirytowany wzrok. Poczuł, jak całe powietrze z niego uchodzi. Westchnął cicho i wywrócił ze zdenerwowaniem oczami. – Niech będzie.
- Dzięki, Syri – szepnął Harry i pociągnął Doriana do sypialni mężczyzn.
- Poproszę skrzaty, żeby nam przygotowały pościel, a ty idź do łazienki. Zaraz do ciebie dołączę – odezwał się Remus, patrząc na Syriusza z lekkim uśmiechem. Black szybko przekalkulował w myślach, czy zaglądanie do ich pokoju bardzo zdenerwuje Lupina czy tylko trochę i doszedł do wniosku, że lepiej nie ryzykować zirytowania kochanka. Cmoknął mężczyznę w nos i ruszył do łazienki, słysząc jeszcze, jak Remus przywołuje skrzata i nakazuje mu przygotować dla nich pościel oraz ubrania do spania.
^^^
Lily patrzyła na uśpioną twarz męża, któremu przed chwilą potajemnie podała eliksir nasenny w herbacie. Czuła się z tym źle, ale potrzebowała pomyśleć nad słowami Syriusza. Byli świadomi tego, że zapewne w tych okolicznościach trudno im będzie przyłapać Travisa na gorącym uczynku, gdyż pewnie będzie się pilnował, skoro interesowali się nimi aurorzy. Lily od razu zrozumiała, że Outragerowie i ich kuzyn – Bickle, musieli działać razem, tylko nie rozumiała, jaki mieli cel? Zniszczyć ich? Kompletnie nie pojmowała ich motywów.
Dlatego stwierdziła, że Syriusz miał rację, każąc jej podać Jamesowi odtrutkę. Mimo wszystko, wciąż kochała męża, mimo że tyle lat żyli w czymś, co można nazwać kłamstwem. Od wielu lat żyli tak, jakby między nimi nic nie było. Owszem, wiedziała, że James o nią dba, szczególnie ze względu na jej chorobę, jednak nie było między nimi bliskości. Zdarzało się, że się przytulali, ale było to raczej swego rodzaju przyzwyczajenie – podobnie miała się sprawa z seksem. Od kiedy przestała pić truciznę Travisa, czuła, jak trwa w niej pewnego rodzaju napięcie. Nocami, gdy James już spał, myślała o tym, czy jak poda mu odtrutkę, to ich życie łóżkowe wróci do tak fantastycznego stanu, jak przed narodzinami Harry’ego. Teraz też nie potrafiła powstrzymać się przed tą myślą, mimo że zdawała się jej nieco nie na miejscu. Kochała męża – i to całym sercem, jednak bała się, co będzie rano.
Nim położyła się spać, wiedząc, że James zazwyczaj wstaje wcześniej – przyzwyczajenie ze szkolenia aurorów – przygotowała odtrutkę na szafkę pod lustrem w łazience, z dopiskiem, żeby James od razu po obudzeniu ją zażył. Teraz pozostało jej tylko najtrudniejsze zadanie – zasnąć.
^^^
Rano Syriusz obudził się dość wcześnie, czując, jak Remus wtula się przez sen w jego ramię. Mruknął zadowolony i przeciągnął się delikatnie, podczas gdy gruby i miękki koc połaskotał jego włoski na udzie. Skrzat wieczorem przyniósł im dwie koszulki – na szczęście obie w prawidłowych rozmiarach – oraz długie, cienkie, dresowe spodnie i króciutkie spodenki, które aktualnie dość mocno opinały tyłek Blacka. Remus, gdy tylko je zobaczył, zarządził, że to Syriusz ma je włożyć z uwagi na to, że jak stwierdził „ma świetny tyłek”. Black połechtany tym komplementem nawet się nie sprzeciwiał, tylko założył je na nagą skórę. Co prawda, były trochę mało wygodne, jednak widząc, jak często wzrok Remusa zatrzymuje się na jego pośladkach, uznał, że warto to znieść.
Przez chwilę rozkoszował się ciszą, zapachem kochanka i jego ciepłem tuż obok siebie, jednak w końcu uznał, że należy wstać, szczególnie po to, żeby zerknąć do ich sypialni. Nie żeby był nadopiekuńczy, ale chciał zwyczajnie sprawdzić, czy wszystko w porządku z Harrym… i czy na pewno dwójka chłopaków spała całą noc, nie robiąc przy tym innych rzeczy. Już miał się wyplątać z pościeli, gdy poczuł, jak uścisk Remusa na jego ramieniu wzmacnia się.
- Gdzie idziesz?
- Eee, do łazienki? – odparł Syriusz i skrzywił się, słysząc we własnym głosie fałsz.
- Jasne – mruknął powątpiewająco Remus, nawet nie otwierając oczu. – Oczywiście, że idziesz do łazienki. Dlatego za chwilę usłyszę dźwięk lecącej wody, a potem od razu do mnie wrócisz, prawda?
- Taaak.
Syriusz wstał szybko, czując, że jego policzki płoną. Jak zwykle Remus go przejrzał, ale w sumie już nie powinien się dziwić. Miał wrażenie, że Lupin zna go lepiej, niż on sam siebie zna. Nim dotarł do drzwi łazienki, usłyszał cichy pomruk. Niepewnie odwrócił się do Lunatyka, który wpatrywał się w niego z lekkim uśmiechem. Jeśli Syriusz miałby się mu bardziej przyjrzeć, uznałby, że to zdecydowanie lubieżny uśmiech.
- Jest na co popatrzeć – stwierdził Remus, a jego wzrok zawędrował poniżej pasa Syriusza. Black poczuł, że uderza w niego fala gorąca i jeszcze chwila tego intensywnego spojrzenia Lupina, a te już obcisłe spodenki zrobią się o wiele za małe.
- Może weźmiemy prysznic? – zaproponował Łapa, czując, jak serce kołacze mu w piersi.
- Wieczorem braliśmy.
- Ale nie taki.
Oczy Remus rozbłysły, po czym na moment przeniosły się na drzwi od sypialni.
- Mamy góra piętnaście minut, zanim się obudzą. Z tego co wiem, Harry to raczej ranny ptaszek, tym bardziej, że są zajęcia.
- Dam radę – odparł Syriusz, uśmiechając się zawadiacko.
- W piętnaście minut?
- Nawet mniej, jeśli będziesz tylko chciał. – Wyciągnął rękę do kochanka i już chwilę później z zadowoleniem wchodzili razem do łazienki.
^^^
Obudził go przyjemny zapach jedzenia. Świat wokół niego był tak okrutny, że postawił przed nim dylemat niemal niemożliwy do rozstrzygnięcia przez normalnego, tym bardziej nastoletniego człowieka – wstać z przyjemnie ciepłego łóżka, czyli równocześnie wysunąć się z objęć ukochanego, czy zostać i ominąć śniadanie, które wabiło go swoim niezwykłym zapachem. Sądząc po samym aromacie, Remus dorwał się do kuchenki i wyczarował jedno ze swoich bardziej egzotycznych albo przeciwnie, wspaniale staromodnych, dań. Miał wrażenie, że czuje rybę, co by oznaczało…
Harry jęknął, otwierając w końcu oczy. Ryby z frytkami nie przepuści. Niecodziennie Lupin przygotowywał coś podobnego na śniadanie – w Wielkiej Sali było to częstsze, ale Remus dodawał do ryby takie przyprawy, że nie mogła być porównywana do dań skrzatów. Harry nie miał pojęcia, jak to możliwe, ale wiedział jedno – musi wstać natychmiast, zanim Syriusz porwie wszystkie porcje.
Owijające się wokół jego pasa ramiona nieco utrudniały niezauważone wymknięcie się z pokoju. Harry czuł oddech Doriana w swoich włosach i wiedział, że jego chłopak jeszcze smacznie śpi. Jego wzrok padł na zegarek, stojący na stoliku nocnym i aż jęknął. Zajęcia zaczynały się za niecałą godzinę i jeśli chcieli zjeść i się przebrać, koniecznie musieli wstać teraz.
- Dorian – sapnął, próbując rozdzielić ramiona chłopaka. – Musimy wstać. Zajęcia…
- Nie zając, nie uciekną – mruknął sennie Cubice, mocniej przylegając do pleców Harry’ego.
- Właśnie że uciekną. Nie chcę skończyć ze szlabanem. No, puść!
Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i w progu stanął Syriusz. Dorianowi wystarczyło zerknięcie na błyskające gniewem oczy Blacka, by zwolnić uścisk na pasie chłopca.
- Śniadanie jest gotowe – powiedział Syriusz, piorunując wzrokiem Cubice’a, a gdyby dało się zobaczyć jego głos, byłoby w nim widać kryształki lodu.
- Już idziemy – zapewnił szybko Harry. – Mógłbyś poprosić skrzata, żeby przyniósł nam mundurki?
- Jasne. – Black rzucił ostatnie miażdżące spojrzenie młodemu mężczyźnie, w którym, ku jego nieszczęściu, zakochał się jego chrześniak, po czym wyszedł z pokoju, zostawiając uchylone drzwi.
Harry westchnął i wyplątał się z pościeli, wstając.
- Nie miej mu tego za złe. Wiesz, że traktuje mnie jak małe dziecko.
- Wiem, ale dlaczego? Mówiłeś, że zanim się zmniejszyłeś, miałeś siedemnaście lat. To oznacza, że jesteś dorosły.
- Ale on pamięta mnie, jak byłem małym, niemówiącym, skrzywdzonym dzieckiem i wciąż się boi, że coś mi się stanie. Wiem, że czasem zachowuje się irracjonalnie, ale kocha mnie i chce dla mnie jak najlepiej.
Dorian westchnął cierpiętniczo i również wstał, przeciągając się.
- Czyli muszę znosić jego humorki, póki nie zrozumie, że wcale nie zamierzam cię zranić?
- Obawiam się, że tak – zachichotał Harry i posłał ukochanemu rozbawione spojrzenie. – Ale nie martw się. Jakoś ci to wynagrodzę.
^^^
Po fantastycznym śniadaniu przygotowanym przez Remusa, Harry i Dorian udali się na zajęcia, choć młodszy chłopak zrobił  to nieco niepewnie. Idąc korytarzem, widział, jak wszystkie głowy odwracają się w jego kierunku i ludzie zaczynają szeptać. Nie chciał wiedzieć, na jaki temat. Ani odrobinę nie podobało mu się to, że uwaga wszystkich jest skupiona na nim.
Chyba tylko fakt, że Dorian posyłał wszystkim piorunujące spojrzenia, powstrzymał większość osób przed podejściem i sprawdzeniem, czy wczorajszy wyczyn z Wielkiej Sali im się nie przyśnił. Chyba pięć osób kierowało się w jego stronę, szybko zmieniając kierunek, gdy zobaczyli wściekłe spojrzenie Cubice’a.
Do klasy doszliby jeszcze przed czasem, gdyby nie głośne wołanie, które rozległo się za ich plecami. Odwrócili się, patrząc na biegnącą w ich stronę Lily ze zdumieniem. Kobieta wyglądała, jakby całą noc nie spała. Jej rude włosy były całkowicie rozmierzwione, wczorajsza koszulka wymięta, a oczy podkrążone i jakby przestraszone.
- Harry. – Dopadła do syna, chwytając go delikatnie za ramiona. – Byłam u Remusa i Syriusza, ale nie ma ich w kwaterach. Nie wiesz, gdzie się podziali?
- Poszli na obchód, chyba na błonia. Co się stało, mamo? – zapytał chłopak, przytrzymując ręce kobiety. W tle usłyszał, jak wszyscy zaczynają szeptać. Nie podobała mu się ta cała uwaga, ale postanowił ją zignorować.
- Podałam twojemu ojcu odtrutkę – szepnęła kobieta. – Nie umiem sobie z nim poradzić. Jest z nim źle, a nie wiem, czy mogę iść z nim do Pomfrey.
- Pójdę z tobą. Dorian, poszukaj szybko Syriusza i Remusa. Sprowadź też Snape’a. On będzie wiedział, co robić.
- Wie? – spytała cicho Lily.
- Co nieco. Chodźmy.
Kobieta nie pytała o nic więcej. Oboje pognali korytarzem w stronę kwater małżeństwa. Ludzie szybko rozstąpili się, widząc pędzącą dwójkę. Harry widział, jak pokazują ich sobie palcami. W końcu wpadli do mniej uczęszczanego korytarza, a potem dotarli do drzwi. Lily chwyciła klamkę, magia zafalowała i wejście stanęło otworem.
Harry wszedł nieco niepewnie za mamą, zastanawiając się, co może oznaczać, że z jego ojcem jest „źle”. Jest agresywny? A może bliski śmierci? Do uszu chłopca dotarł dźwięk krztuszenia się, dochodzący z łazienki. Wszedł do niej za Lily i serce niemal mu stanęło.
James wyglądał jak siedem nieszczęść. Siedział na ziemi obok toalety, oddychał ciężko, dławiąc się co jakiś czas, z nosa ciekła mu nieprzerwanie krew, barwiąc na czerwono jego koszulkę. Jego oczy były szeroko otwarte, załzawione i okropnie przerażone. Podpierał się rękami o kafelki, żeby nie przewrócić się na boki.
Gdy tylko jego wzrok padł na Harry’ego, z jego gardła wydobył się szloch. Zamknął oczy, a łzy pomieszały się na jego brodzie z krwią. W następnej chwili ponownie naciągnęło go na wymioty, więc gwałtownie pochylił się nad toaletą. Wydał z siebie dławiące dźwięki, jednak najwidoczniej nie miał już nawet czym wymiotować.
Lily podbiegłą do męża, delikatnie kładąc mu dłoń na plecach i zaczynając gładzić.
- Już, już. Za chwile przyjdzie pomoc.
- N-nie. Nie mogę…
- Ciii. Będzie lepiej, obiecuję.
Lily nie mogła wiedzieć, jak to w umyśle Jamesa kłębią się myśli, że nie zasłużył na to, by mu pomagali, że powinni go zostawić, by zdechnął na zimnej podłodze, ubabrany własną krwią i wymiocinami. W momencie, gdy wypił odtrutkę, mgła spowijająca jego umysł gwałtownie wyparowała, a wszystkie jego działania, które wcześniej wydawały mu się jak najbardziej prawidłowe, teraz zdawały się przerażająco okrutne i bezsensowne. Wszystkie te rzeczy, które mówił Syriuszowi i Remusowi, to co robił swojemu starszemu synowi, za którego kiedyś chciał oddać własne życie, swoje postępowanie z młodszym… wszystko to uderzyło w niego tak brutalnie, że miał początkowo wrażenie, że jego całe serce i dusza właśnie rozpadają się na kawałki.
Potem wstrząsnęły nim pierwsze torsje i do teraz nie myślał o przeszłości, póki ponownie nie spojrzał w twarz Harry’ego – twarz tak zdumiewająco podobną do jego własnej, poza wielkimi, zielonymi oczami. W jego umyśle pojawił się każdy moment, gdy owe oczy patrzyły na niego z wielkim poczuciem niesprawiedliwości, z bólem i smutkiem. Dotarło do niego, jak bardzo krzywdził swojego syna, jednocześnie robiąc również krzywdę swojemu młodszemu dziecku. Harry miał przez niego zniszczone dzieciństwo, podczas gdy Harres zaczynał wyrastać na małego gnębiciela, który uważa, że należy mu się całkowicie wszystko.
Pochylając się ponownie nad toaletą, przed jego oczami stanął obraz stalowych oczu Syriusza, patrzących na niego z dezaprobatą, gdy tylko robił cokolwiek przeciw chrześniakowi Blacka. Ze niejakim zaskoczeniem odkrył, jak wiele jego były przyjaciel zrobił dla Harry’ego, których teoretycznie był niemal obcy mężczyźnie. Gdyby tylko Syriusz zachował się tak, jak podpowiada rozum i wyjechał do Ameryki na dobre, mając gdzieś dziecko, z którym łączył go tylko podpis na papierze, dzieciństwo Harry’ego byłoby prawdopodobnie jeszcze gorsze i James mógł za to obwiniać tylko siebie. Może Lily nie była wzorem cnót, jednak nigdy nie podniosła na syna ręki, a on zrobił to co najmniej kilka razy.
Czując delikatny dotyk kobiety na plecach, załkał gwałtownie. Miał wrażenie, że poczucie winy zaraz wgniecie go w błękitne kafelki podłogi. Absolutnie nie zasługiwał na takie traktowanie. Na ich troskę, dobroć, wsparcie… Lily już dawno powinna wykopać go z łóżka, z domu i pozbyć się takiego gnoja, jakim był.
Kobieta jednak nie tylko go nie zostawiła, ale jeszcze w tym momencie oplatała ramionami jego pierś, delikatnie go przytulając i szepcząc uspokajające słowa. Spojrzał na nią, mając ochotę zapytać ją, dlaczego się o niego troszczy, dlaczego jeszcze go nie odtrąciła, czy jest jakąś cholerną masochistką, jednak jej pełne zmartwienia i miłości skutecznie go powstrzymało. Zadrżał lekko, starając się oddychać głęboko, by powstrzymać mdłości. Kątem oka dostrzegł, że Harry do nich podchodzi.
Chłopak machnął różdżką w kierunki wnętrza salonu, przywołując chusteczki. Namoczył je i ukląkł obok matki, naprzeciw ojca. Uniósł rękę i zaczął ścierać krew z pod nosa, z ust i brody Jamesa.
- Harry – szepnął zdławionym głosem mężczyzna.
- Spokojnie. Wszystko będzie w porządku.
- Byłem tak okropnym ojcem. Dlaczego…
- Nie byłeś sobą – powiedział uspokajająco chłopak, widząc, że mężczyzna może w każdej chwili ponownie się załamać. – Będzie dobrze.
James pokręcił lekko głową, patrząc na syna z niedowierzaniem. Jak mogło być dobrze, po tych wszystkich rzeczach, które mu zrobił?
Drzwi otworzyły się, ściągając uwagę Harry’ego i Lily, podczas gdy James wydawał się być zbyt zamroczony, by zobaczyć cokolwiek poza swoją rodziną. W progu stanął Syriusz, a tuż za nim Remus i Severus. Dorian najwidoczniej został w głębi salonu.
Mężczyźni wymienili spojrzenia. Porozumiawszy się bezgłośnie, Syriusz chwycił Harry’ego i Lily, po czym razem z Remusem wycofał się do salonu, podczas gdy Severus podszedł do Jamesa. Drzwi zamknęły się za nim. Black usadził chłopca na kanapie i sam usiadł obok niego.
- Co z nim?
- Mam wrażenie, że jest w szoku – powiedział Harry. – Nie chciał dać sobie pomóc. Chyba ma poczucie winy.
- Nic dziwnego – mruknął Black. Zerknął na Lily, która blada usiadła na fotelu. – Lily, chcesz eliksiru uspokajającego?
- Nie – powiedziała szybko kobieta, biorąc głęboki oddech. – Nie trzeba. Poradzę sobie. Trzeba teraz zająć się nim. Sama pamiętam, jak trudno było mi pogodzić się z tym, co robiłam pod wpływem eliksiru. Nie doszło to do mnie tak gwałtownie, jak do niego, ale też było trudno.
Syriusz pokiwał głową, po czym zerknął szybko na Remusa, jakby szukając u niego wsparcia. Lupin najwyraźniej dostrzegł niepewność, czającą się w głębi oczu Łapy, bo uśmiechnął się uspokajająco, po czym usiadł bardzo blisko kochanka, kładąc rękę na jego dłoni. Nie powiedział ani słowa, jednak cała jego mowa ciała pokazywała, że Black może na nim polegać. Animag uśmiechnął się w odpowiedzi i na moment oparł nieco o wilkołaka.
W tym samym czasie, Dorian przysiadł na podłokietniku kanapy i objął Harry’ego ramieniem. Chłopak przysunął się bliżej niego i nieco odprężył, gdy Cubice pocałował go w czubek głowy. Harry nie wiedział, co się stanie, gdy Snape wyjdzie z łazienki i jak będzie zachowywał się James, ale mając przy sobie Doriana, wiedział, że nie musi się obawiać. Młody mężczyzna mógł wyglądać naprawdę niewinnie, ale Harry doskonale wiedział, że gdy odpowiadała temu sytuacja, drugi Pan Żywiołów potrafi być bardzo niebezpieczny, nie tylko ze względu na swoją moc, ale też umiejętności, dzięki którym potrafił ją niezwykle wykorzystać.
Drzwi do łazienki otworzyły się niemal bezszelestnie i wyszedł z niej Snape. Za nim lewitował James.
- Jest nieprzytomny? – zaniepokoiła się Lily, wstając szybko, by sprawdzić, co z mężem.
- Dostał dużą dawkę eliksiru uspokajającego. Przez dobre piętnaście minut już nie wymiotował z powodu odtrutki tylko stresu, związanego z końcem działania trucizny. Bardzo źle przyjął to, co robił pod jej wpływem – oznajmił Snape. Skierował się z kobietą do sypialni małżeństwa, gdzie na łóżku położył odurzonego Pottera. – Będzie spał przynajmniej do wieczora, jeśli nie do jutra rana. Najlepiej będzie, jeśli nie będziecie go budzić zanim sam się nie obudzi. Jego organizm wpadł w szok i teraz musi się zregenerować.
- Dobrze, Severusie – szepnęła pani Potter, siadając na brzegu łóżka. – Dziękuję ci.
Nie odrywała ani na moment wzroku od spokojnej twarzy mężczyzny. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze przed chwilą James panikował nad toaletą, a teraz tak spokojnie śpi.
- Nie ma za co – odparł Severus, po czym odwrócił się. – Tak, jak mówiłem, będzie spał długo i najlepiej mu nie przeszkadzać, ale najlepiej będzie, jeśli ktoś tu z nim posiedzi – zerknął na Syriusza, który patrzył na przyjaciela z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Nie wiadomo, jak się będzie zachowywał, gdy się przebudzi.
- Będę to co jakiś czas przychodził – obiecał Black.
Snape skinął głową i opuścił kwatery.
Remus odwrócił się do Harry’ego i Doriana.
- Nic już tu nie pomożecie. Idźcie na zajęcia, dobrze?
Chłopcy pokiwali głowami. Harry, przed wyjściem, przytulił się jeszcze na kilka sekund do obu mężczyzn. Widać było w ich oczach, że bardzo przeżywają to, co się działo z ich byłym przyjacielem. Widać było na dnie ich oczu nadzieję, że może uda im się go odzyskać. Miał nadzieję, że to właśnie się stanie.
Wychodząc z kwater swoich rodziców, chwycił Doriana za rękę, mając szczerą nadzieję, że on sam też poradzi sobie z nadchodzącym dniem.