poniedziałek, 4 grudnia 2017

24. Potrzebna pomoc

Hejka, cześć i czołem!
Udało mi się w końcu wyskrobać kolejny rozdział mimo ciągłego braku chęci, weny i czasu. Powoli mam nadzieję zbliżać się do końca, ale spokojnie! To nie oznacza, że to ostatni rozdział. Raczej chcę pozamykać większość wątków, które jeszcze nie znalazły rozwiązania. Dlatego mam dla was prośbę. Jeśli pamiętacie coś, co nie zostało rozwiązane, jak na przykład sprawa Daniela Outragera, napiszcie mi o tym w komentarzu :D
^^^
Budząc się, czuł, że jest już rano. Nie miał pojęcia, skąd to przeczucie, ale gdy otworzył oczy, założył okulary i dostrzegł, że ozdobny zegar, wiszący nad tajemnym przejściem do sypialni wskazuje godzinę siódmą, poczuł pewnego rodzaju satysfakcję. Przespał z Dorianem całą noc, budząc się co jakiś czas i robiąc wtedy rzeczy, o których nie chciał myśleć, by nie wywołać na swoich policzkach zdradzieckich rumieńców. Merlinie, kiedy dojdzie do tego, że przestanie się czerwienić na samą myśl o TYCH sprawach.
Okręcił się na drugi bok, zerkając na… kochanka? Chyba tak. Dorian spał z lekko uchylonymi ustami, włosami rozmierzwionymi w sposób przekraczający ludzkie pojęcie i wciąż zaczerwienionymi ustami, zapewne od sprośności, które wczoraj szeptał mu do ucha. Na samą myśl, poczuł ciepło na policzkach. Przeklął się w myślach za to. Pocałował lekko Doriana w policzek, na co chłopak poruszył się tylko nieco i spał dalej. Z westchnięciem wstał, czując słodką miękkość wszystkich mięśni i delikatne pieczenie wiadomej części ciała. Zignorował to drugie i schylił się, by pozbierać swoje ciuchy. Dostrzegając na ścianie naprzeciwko łóżka zarys drzwi, stwierdził, że to może być tylko łazienka. Przez chwilę rozważał obudzenie Cubice’a i wzięcie z nim ciepłego prysznicu, jednak po chwili zastanowienia ruszył do niej sam. Nie musieli się spieszyć, jako że była sobota i nie mieli zajęć. Równie dobrze mogli zacząć przeglądać składniki na eliksir dla Remusa. Dorian twierdził, że był on skomplikowany, szczególnie ta druga faza, za którą musieli zabrać się teraz. Cubice ze skrępowaniem przyznał, że nigdy nie był dobry z eliksirów, a w zrobieniu podstawy do tego bardzo dużo pomagały mu elfy z Pałacu.
Tak więc Harry szybko umył się, spłukując z siebie pot i inne wydzieliny ciała, po czym przemknął cicho do tajnej biblioteki, nie budząc Doriana. Szybko zlokalizował kartki i usiadł na jednym z wystawnych krzeseł, zaczynając je przeglądać. Już na samym początku dostrzegł, że będą potrzebować pomocy. Na pierwszej kartce wypisane były wszystkie potrzebne składniki, całkiem czytelnym pismem, za co Harry dziękował całym sercem. Podpunktów było chyba z trzydzieści i już przy pierwszych pięciu się skrzywił. Co to za dziwne składniki? Pięć owoców z drzewa jabuticaba?! Ktoś mocno poszalał.
Harry westchnął, kalkulując w myślach, czy coś takiego znajdzie się w składziku Snape’a. Jeśli nie, będzie musiał mocno kombinować. Pierwszym jego krokiem na pewno będzie przeszukanie laboratorium w Pałacu. Z tego, co widział, podczas robienia eliksiru na odczynienie klątwy, ciążącej na Dorianie, było ono dobrze wyposażone i z pewnością znajdzie w nim tak rzadkie składniki. Jeśli nie, zawsze został Nokturn. Z tego, co słyszał od Syriusza, zdarzało się, że chodził tam, gdy to jemu Dumbledore nakazał kupić składniki na eliksiry lecznicze dla Zakonu. Mógłby jego poprosić o pomoc w szukaniu jakiegoś sklepu, ale to wiązało się z pytaniami. Nie chciał na razie, by Black dowiedział się o eliksirze dla Remusa, tym bardziej, że nie wiedzieli, czy dają rady go uwarzyć i czy na pewno zadziała.
I właśnie dlatego zaczął rozważać pomoc Snape’a. Wiedział, że jeśli nawet uda im się uwarzyć eliksir, nie znają się na tyle na tej dziedzinie magii, by podać Remusowi nieznaną miksturę. I tak ktoś musiał ją sprawdzić, czy na pewno nie jest trująca i nie zabije Lupina w ciągu kilku sekund. Najlepszym i oczywistym wyborem był właśnie Snape.
Harry zaczął rozmyślać nad wyznaniem mu prawdy o byciu Willowem, gdy nagle poczuł, jak silne ramiona obejmują go od tyłu, a do jego głowy dociskają się usta. Uśmiechnął się lekko i przekręcił głowę, nastawiając usta. Natychmiast poczuł dotyk, nie, muśnięcie warg Doriana na swoich. Jego uśmiech się poszerzył, gdy dostrzegł w spojrzeniu chłopaka wszystkie kolory tęczy.
- Nad czym myślisz? – zapytał Cubice, opierając brodę o jego głowę.
- Zastanawiam się, czy nie poprosić o pomoc Snape’a. To niezwykle trudny eliksir, a nie chcemy przecież zrobić jakiegoś błędu i otruć Remusa. – Spojrzał na Doriana i westchnął. – Tu nie chodzi tylko o prezent dla niego na święta. To coś więcej.
- Wiem – Dorian skinął głową. – Myślisz, że będzie chętny nam pomóc?
- Wątpię, ale spróbuję nakłonić go, by zrobił to ze względu na starą przyjaźń z Huncwotami i mamą. Jeśli nadal będzie oporny, powiem mu prawdę o sobie.
- Jesteś tego pewny? To wiele znaczy. Ta twoja tajemnica. Byliście chyba przyjaciółmi, gdy był młody?
- Tak, tak mi się zdaje – mruknął Harry, zerkając na kartki w swoich rękach. – Pogodziłem go z Huncwotami. Myślę, że traktował mnie jak przyjaciela, choć nie potrafił tego do końca okazać.
- Zamierzasz z nim porozmawiać dzisiaj?
- Nie, w poniedziałek, po zajęciach – westchnął, unosząc lekko głowę. – Chcę to dobrze przemyśleć – mruknął. – Poza tym, mamy weekend i to prawie cały dla siebie – uniósł lekko brew, zerkając na Doriana, którego oczy zaiskrzyły mocno.
- Masz rację. Szkoda by to zmarnować.
^^^
Stał niepewnie nad swoim kociołkiem, skończywszy już swój eliksir, który miał niemal przezroczysty kolor, tak jak powinien. Snape pochylał się właśnie nad Ronem i krytykował głośno jego pracę. Harry dostrzegł, że mikstura Weasleya jest brunatno-brązowa, a rozsypane wokół jego kociołka orzechy pekanu były rozgniecione, a nie posiekane, tak jak powinny. Idiotyczny błąd. Wystarczyło dokładnie przeczytać instrukcję. Anastazja i Marco wbili mu to porządnie do głowy, gdy uczyli go w Centrum. Każda pomyłka, związana ze złym przeczytaniem poleceń, wiązała się z przepisywaniem danego polecenia kilkadziesiąt razy, w zależności od humoru dwójki nauczycieli.
Obawiał się tego, co nastąpi po zakończeniu zajęć. Bał się, że nauczyciel wyrzuci go od razu, gdy poprosi o pomoc i nawet nie zapyta, w czym.
Warknięcie Snape’a, że mają przelać eliksiry do podpisanych fiolek i wychodzić, sprowadziło go z powrotem. Automatycznie wykonał pierwsze polecenie i poczekał, aż wszyscy oddadzą prace i wyjdą. Dorian posłał mu uspokajające spojrzenie i lekki uśmiech, dodając nieco odwagi. Spakował się powoli i podszedł do biurka, za którym zasiadł Snape, zbierając papiery. Przez chwilę Harry stał nieruchomo, wpatrując się w ignorującego go nauczyciela. Milczał, jednak rozmowa z Dorianem przekonała go, że im szybciej wyzna byłemu koledze z roku prawdę na temat jego rozmowy i być może przeszłości, tym lepiej. W poprzednich przypadkach zwlekanie nie miało sensu, więc miał nadzieję, że teraz będzie tak samo.
Westchnięcie Snape’a nie do końca brzmiało na zirytowane, raczej na znudzone.
- Czego chcesz, Potter? Oddałeś pracę, więc możesz…
- Profesorze.
Snape zamarł i w końcu uniósł na niego wzrok. Przez moment jego oczy były maksymalnie rozszerzone, po czym zwęziły się całkowicie z wściekłości. Nim zdążył wybuchnąć gniewem i wyrzucić go za drzwi, Harry pokręcił głową.
- Proszę mnie wysłuchać.
- Czy twoja matka i zidiociały kundel wiedzą? – zapytał gwałtownie. Harry’ego nieco zaskoczyło to, że Snape pomyślał od razu o jego najbliższych, jednak po chwili zastanowienia dotarło do niego, że przecież nauczyciel przyjaźnił się z nimi, może nie blisko, ale jednak, nawet po śmierci Willowa.
- Tak, wiedzą. Potrzebuję pana pomocy…
- Pomocy? Potter…
- Dorian zdobył to. Chcemy spróbować – wygrzebał z torby kartki i podał je Snape’owi. Ten wyglądał jakby miał ochotę najpierw go skrzyczeć, jednak gdy tylko zerknął na pierwszą stronę, zmarszczył brwi.
- Czy to…
- Tak.
- Skąd? – Wzrok Snape’a był tak intensywny, że gdyby w pobliżu znalazło się coś łatwopalnego, zaraz by zapłonęło.
- Kojarzy pan taką tajemniczą komnatę w bibliotece, którą znalazł pan razem z moją mamą i Harrym Willowem?
- Wiesz o nim?
Harry zawahał się tylko parę sekund.
- Ja nim byłem.
Zapadła dźwięcząca cisza. Snape wyglądał, jakby układał sobie w głowie każdy kawałek wiedzy, jaką ma na temat stojącego przed nim chłopaka. Po chwili pokręcił głową i westchnął.
- Jak mogłem nie zauważyć tego podobieństwa.
- Wierzy mi pan?
- Oczywiście. Tylko głupiec… - westchnął. – To logiczne. Ale… jak wiele pamiętasz?
- Wszystko.
- Hymm.
Chwila milczenia.
- Co z tym eliksirem?
- Ktoś, kto był w tajemniczej komnacie, wynalazł eliksir, po czym zabrał kartki, które zdobył ojciec Doriana i ukrył w Pałacu Żywiołów. Dorian w sobotę pokazał mi je i stwierdziliśmy, że musimy spróbować uwarzyć eliksir i pomóc Remusowi.
- Rozumiem – Snape przejrzał notatki i pokręcił nieco głową. – Skomplikowane, ale wykonalne. Jednak chcę czegoś w zamian. – Spojrzał bystro na chłopaka, który zerknął na niego niepewnie. – Pomogę ci, ale tylko pomogę, nie zrobię tego za ciebie, tylko jeśli poznam całą historię.
Harry uśmiechnął się lekko.
- Dobrze – zawahał się na moment. – Mogę jednak prosić pana o dyskrecję?
- Dyskrecję?
- Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że podróżowałem w czasie i że potrafię mówić. To by wszystko utrudniło – powiedział, patrząc nieco błagalnie na Snape’a.
- W porządku. Ale dzisiaj wieczorem widzę cię pod moim gabinetem, razem z tym twoim Dorianem i porozmawiamy na temat podróżowania w czasie oraz waszego eliksiru.
- Dziękuję, profesorze – szepnął chłopak. – O dziewiętnastej?
Nauczyciel skinął głową. Gdy Harry wyszedł, dopiero wtedy Severus pozwolił sobie na rozedrgane westchnięcie. Przez tak wiele lat obwiniał Pottera za śmierć ich przyjaciela, jego przyjaciela, który sam wyciągnął do niego rękę, a teraz okazuje się, że był nim syn Jamesa. Od samego początku dostrzegł podobieństwo między Willowem a Rogaczem, nawet mimo różnych kolorów włosów i myślał w którymś momencie o podróży w czasie, ale nigdy nie rozważał nawet, że mógłby być to syn jego szkolnego byłego wroga. Miał nadzieję, że wieczorem dowie się całej prawdy.
^^^
Stali nieco niepewnie przed wejściem do gabinetu Snape’a. Zanim Dorian zapukał, Harry zacisnął dłoń na jego ręce i ścisnął ją lekko, szukając otuchy. Wciąż ciężko mu było mówić o tym, co się działo w jego poprzednim życiu i przeszłości. Nie miał pojęcia, co dokładnie Snape będzie chciał wiedzieć, niemniej miał nadzieję, że nauczyciel i były przyjaciel z roku będzie dla niego wyrozumiały. Mimo że Severus próbował tego nie okazać, Harry widział, jak bardzo strząsnęła nim informacja, że jego przyjaciel z dzieciństwa, ten dzięki któremu pogodził się z Huncwotami i później mógł nazwać ich kumplami, tak naprawdę nigdy nie umarł, ale zmienił przyszłość.
Po zapukaniu drzwi otworzyły się niemal natychmiast i Snape wpuścił ich do środka. Zasiadł za biurkiem i wskazał im miejsce po jego drugiej stronie. Na pstryknięcie palców, na oddzielającym ich meblu pojawiła się herbata, trzy butelki piwa kremowego i niewielka fiolka eliksiru uspokajającego, który najwyraźniej został uznany za niezbędny. Dorian i Harry usiedli w milczeniu, wzięli sobie po filiżance gorącego napoju i spojrzeli na nauczyciela.
- Opowiedz wszystko. Od samego początku – nakazał profesor, rozsiadając się wygodnie na krześle, biorąc filiżankę i zerkając na Harry’ego z ponagleniem. Chłopak westchnął i rozpoczął opowieść. Od początku.
Mimo że Dorian słyszał już tę historię, przysłuchiwał się z ciekawością, wyłapując szczegóły, których nie znał wcześniej. Jemu chłopak nie opowiadał tego tak dokładnie, gdyż dopiero co się poznali i opowiedział mu pewne rzeczy tylko pokrótce. Słuchając i jednocześnie starając się panować nad własnymi emocjami, przyglądał się zmianom na twarzy Snape’a. Doskonale dostrzegł poczucie winy na jego twarzy, mimo że próbował je ukryć, gdy Harry opowiedział o swojej pierwszej lekcji eliksirów. Potem to uczucie pogłębiało się, aż w końcu całkowicie szło je dostrzec, gdy Harry wspomniał o śmierci Dumbledore’a. Następne zdarzenia zdawały się być łatwiejsze, póki nie odtarli do części, gdzie Harry umiera, oddając życie za Lucasa i Jamesa.
- Znalazłem się przy Pucharze, podczas ostatniego zadania Turnieju Trójmagicznego. Wziąłem Puchar, mimo że wiedziałem, czym to się skończy. Nie chciałem jednak, żeby wziął go Cedric. Nie żałuję tego, bo przynajmniej po nocach nie śni mi się jego martwa twarz. – Harry ucichł na moment, dając Snape’owi możliwość na zadanie pytania.
- Pamiętasz wszystko? Nawet to, na co nie miałeś wpływu?
- Tak. To moje wspomnienia. Są równie moje, jak te, przed podróżą w czasie. Wiem, że to może zdawać się dziwne i komplikowane, ale nie umiem tego inaczej wytłumaczyć.
- Rozumiem. Co było dalej?
Więc Harry opowiedział o swoich zmaganiach z samym sobą, by utrzymać w tajemnicy to, że coś się zmieniło w życiu Harry’ego Pottera. Na początku nie miał zamiaru mówić nikomu o tym, że był w przeszłości i że jest Willowem oraz że wszystko pamięta, ale gdy dostrzegł, że bliscy mu ludzie wciąż poniekąd cierpią z powodu jego śmierci, nie był w stanie trzymać tego przed nimi w tajemnicy. Szczególnie przed swoim najukochańszym ojcem chrzestnym. Strach przed utraceniem go był większy niż chęć zachowania tego wszystkiego w sekrecie, więc wyjawił mu prawdę.
Przyznał Snape’owi, że wiedzą o nim Remus, Syriusz i Lily oraz obecny przy nim Dorian. Po chwili wahania dodał też, że całą prawdę zna Lucas oraz Magowie, mający chronić w tym roku szkoły. Przez moment, Snape wyglądał, jakby czuł się oburzony przez to, że został pominięty, jednak przypominając sobie dokładnie, co mówił na temat ich wcześniejszych relacji. Zacisnął dłoń na butelce piwa kremowego i westchnął. Przez chwilę milczał, jakby rozważając wszystkie za i przeciw po czym oświadczył:
- Warzenie eliksiru zaczniemy od jutra. Wieczorem przyniesiecie notatki, przestudiujemy je dokładnie i zabierzemy się za pierwsze kroki. Skoro oboje jako tako skończyliście naukę przedmiotów, które obowiązują was na piątym roku, oczekuję, że będziecie przychodzić na wezwanie, nawet jeśli będziecie w trakcie lekcji. Z tego, co zdążyłem zobaczyć, eliksir będzie bardzo trudny i będziemy musieli poświęcić mu wiele czasu. Jest dokładnie opisany co i kiedy należy dodać, więc musimy stworzyć jakiś harmonogram. – Spojrzał na chłopaków, którzy pokiwali lekko głowami, całkowicie się z nim zgadzając. – Mam nadzieję, że podstawę do tego eliksiru daliście radę zrobić sami i nie musimy się tym martwić?
- Tak, skończyłem ją przed końcem wakacji – powiedział Dorian. – Powinna być w porządku, ale nie jestem jakoś wybitnie uzdolniony z eliksirów.
- Sprawdzę ją jutro i jeśli będzie dobra, nie będzie żadnego problemu. Jeśli nie, będziemy musieli opóźnić rozpoczęcie warzenia o tydzień, by przygotować nową podstawę.
- Jestem pewny, że będzie prawidłowa – powiedział Harry i posłał swojemu chłopakowi lekki uśmiech.
- Niech będzie – powiedział Snape, przyglądając się im ukradkiem. Miał ochotę zapytać ich o głębokość ich relacji, ale stwierdził, że na to jeszcze przyjdzie pora. – Widzimy się jutro tuż po waszych zajęciach.
- Dobrze – odpowiedział za nich dwóch Harry i podniósł się z krzesła. – Do jutra.
Czując, że nauczyciel potrzebuje teraz chwili dla siebie, Potter chwycił Doriana za rękę i wyprowadził go z gabinetu. Ruszyli korytarzem, a gdy tylko wyszli z lochów, Cubice okręcił Harry’ego i przyparł go do muru, po czym pocałował go gwałtownie, a jednocześnie czule. Harry mruknął zaskoczony, ale nie zaprotestował. Wplótł dłonie w brązowe włosy Doriana i oddał pocałunek równie namiętnie.
- A można by pomyśleć, że pan taki niewinny, panie Potter – usłyszeli nagle czyjś głos. Oderwali się od siebie szybko i spojrzeli z rozszerzonymi spojrzeniami na dwójkę nieco rozbawionych aurorów. Harry nie miał pojęcia, skąd oni wzięli się w Hogwarcie, jednak miał dziwnie złe przeczucia. – Waśnie widzieliśmy się z pana matką, która zapewniała nas, że jest pan całkowicie grzecznym młodzieńcem, a tu takie coś – auror pokręcił lekko głową, ale rozbawienie nie zniknęło z jego oczu. – Cóż, na razie, do widzenia. – Jednak nim zdążył się odwrócić, Harry chwycił go za ramię.
- <Czego panowie chcieli od mojej mamy?> - zapytał na migi, pierwszy, ten który z nim rozmawiał, odwrócił się do drugiego, który najwidoczniej znał język migowy, bo wzruszył ramionami.
- Pan Outrager zażądał ponownego przepytania pana rodziców w sprawie swojego zaginionego brata. Jednak proszę się nie martwić. Nie ma żadnych powodów, by myśleć, że mieli oni cokolwiek wspólnego z jego zaginięciem. Niestety zostaliśmy zmuszeni sporym wpływem pana Outragera na Ministerstwo do ponownego przeprowadzenia dochodzenia w tej sprawie. Nie ma się czym martwić – powtórzył i uśmiechnął się uspokajająco.
Jednak Harry nie był ani odrobinę spokojny.
^^^
WIEM, trochę polsat, ale ktoś napisał, że mój nick=Polsat XD
Liczę na wasze Komentarze i przypomnienie o wątkach, które uważacie za nierozwiązane :*