środa, 28 czerwca 2017

22. Pokrewieństwo cz. 2

Hejka!
Nie sądziłam, że uda mi się skończyć dzisiaj rozdział, ale jednak, a jest dopiero 14:30 :) 
Sama nie wiem, co miałabym wam napisać. Mam nadzieję, że niektórych ucieszy to, że w przyszłym rozdziale Dorian i Harry spotkają się z resztą magów i... zresztą sami zobaczycie :D

^^^
Harry obudził się ponownie, gdy słońce było już wysoko na niebie. A przynajmniej takie miał wrażenie, bo świeciło prosto w jego oczy, zmuszając go do naciągnięcia kołdry na głowę. Usłyszał cichy chichot. Uchylił jedno oko, zerkając na Doriana, który leżał koło niego z lekkim uśmiechem na ustach.
- Hej – uśmiechnął się. – Jak się spało?
- Dobrze. Która godzina?
- Dochodzi pierwsza. Słyszałem, że twoi opiekunowie już wstali, więc chyba my też powinniśmy się zacząć ogarniać.
- Masz rację – mruknął chłopak, siadając i przeciągając się mocno. – Zostaniesz na obiedzie?
- Jeśli to nie problem…
- Jasne, że nie.
^^^
Przeklął cicho i possał palec, który przed sekundą poparzył na garnku. Przecież postawił go na piec zaledwie kilka chwil wcześniej. Nie powinien być aż tak wrzący. Spojrzał na naczynie tak, jakby było czemuś winne i chwycił ścierkę, by przenieść garnek na mniejszy palnik. Zwiększył nieco gaz i odwrócił się od szafki, wyjmując z niej pudełko z ryżem. Szybko przeczytał instrukcję i wyjął mniejsze paczuszki, kładąc je na szafce obok kuchenki, czekając, aż postawiona woda zacznie się gotować. Stwierdzając, że nie będzie marnować czasu, wziął się za krojenie piersi z kurczaka na małe kawałki. Westchnął, kiedy omal nie uciął sobie palca. Był nieco rozkojarzony. Uniósł wzrok w stronę drzwi, zastanawiając się, czy Harry zamierza zaprosić Doriana na obiad. Jeśli tak, będą musieli obgadać sprawę pełni później, albo kiedy Dorian na chwilę pójdzie do łazienki, czy coś.
Pełnia miała być pojutrze i oboje zastanawiali się, co zrobić wtedy z Harrym. Chłopiec był duży i można było go zostawić samego, ale Syriusz się tego obawiał. Odpadało też to, że miałby zostać z Potterem. Nie mógł już zaprzeczać temu, że był zakochany w Remusie do szaleństwa. A skoro był w nim zakochany, to nie mógłby zostawić go samego podczas pełni.
Drgnął lekko, wyrwany z myśli, kiedy usłyszał dźwięk kroków na korytarzu. Zerknął w stronę drzwi i uśmiechnął się lekko, widząc roziskrzone spojrzenie chrześniaka.
- Hej, dzieciaku. Gdzie Dorian?
- Myje się, a co?
- Zostaje na obiedzie?
- Jeśli to nie problem…
- Myślę, że nie, ale potem będziemy musieli porozmawiać.
- O czym?
- Wiesz co jest pojutrze?
- Pojutrze…? Pełnia!
- Cii! – zbeształ chłopca Syriusz i westchnął. – Tak. Musimy obgadać plan.
- Dlaczego potrzeba wam plan na pełnię.
Harry i Syriusz drgnęli, słysząc głos Doriana. Młody mężczyzna stał w korytarzu, patrząc na nich z ciekawością.
- No? Który z was jest wilkołakiem?
Black zerknął z przerażeniem na chrześniaka. Polubił Doriana, nawet jeśli nie podobał mu się jego związek z Harrym. Nie chciał tego psuć.
- To nie tak, jak…
- Nie jestem głupi – przerwał mu Cubice. – Chciałbym tylko wiedzieć.
- Nie chcemy, żebyś się bał – szepnął Syriusz i zamrugał, widząc jak Dorian parska cicho.
- Możesz być pewny, że nie będę. Jeśli któryś z was jest wilkołakiem, to z pewnością nie muszę się was obawiać. Przecież wilkołaki są niebezpieczne tylko podczas pełni. No dajcie spokój – westchnął, widząc ich niepewne miny. – To Remus, prawda?
- Tak, skąd…?
- Przeczucie – uśmiechnął się chłopak.
- A tak w ogóle, to gdzie on jest – zapytał Harry, rozglądając się.
- Na pokątnej. Stwierdził, że dokupi dla ciebie wszystkie potrzebne rzeczy do szkoły. Przy okazji chciał sprawdzić, czy tam już wszystko gra. Wiesz, po tym wczorajszym ataku było kilka osób rannych. Poza tym, wciąż szuka nowych książek o wilkołakach. Ma nadzieję, że jednak uda mu się znaleźć powód przemiany, jakiś czynnik w ślinie wilkołaka i że uda mu się to odwrócić – westchnął Syriusz. Potem pokręcił lekko głową i uśmiechnął się. – Pomożecie mi przy obiedzie? Robię ryż curry z kurczakiem i warzywami.
Harry’emu aż pociekła ślinka na samą myśl.
- Pewnie! – rzucił i ruszył z chrzestnym do kuchni. Obije nie zauważyli zamyślonego spojrzenia Doriana, który kroczył za nimi.
^^^
Właśnie skończyli gotować i układali wszystkie talerze na stolik, kiedy do mieszkania wrócił Remus, obok którego kroczyła Lily. Była uśmiechnięta i rozpromieniona. Harry nie widział jej takiej od… od czasów szkoły. Świergotała do Remusa, opowiadając, jak wybrała się sama, bez Jamesa i Harresa do mugolskiej restauracji, gdzie dosiadła się do niej stara przyjaciółka z dzieciństwa, gdy nie znała jeszcze magii. Okazało się, że obie są czarownicami, ale Roxanne poszła do Beauxbatons, a Lily do Hogwartu i ich kontakt się urwał.
- Hej, Syriuszu. Harry, słoneczko – uśmiechnęła się radośnie i, ku wielkiemu zdumieniu chłopca, kobieta pocałowała go w czubek głowy. – Och. Przepraszam. My się chyba nie znamy – powiedziała, patrząc z ciekawością na Doriana.
- Ach, tak. Ja… Nazywam się Dorian Cubice. Jestem… przyjacielem Harry’ego.
- Miło mi. Nigdy o tobie nie słyszałam.
- Harry nie wspominał? – zapytał Dorian i dopiero po chwili zauważył, jaką głupotę palnął. Przecież Lily nie wiedziała, że jej syn mówi. Kobieta najwidoczniej uznała to za żart, bo roześmiała się łagodnie.
- Nie, jakoś nie. Właściwie to przyszłam tu w konkretnej sprawie, ale Remus mnie zagadał.
- Moja wina – bąknął wilkołak, uśmiechając się pod nosem.
- Chodzi o Travisa. Okazuje się, że wraca nieco wcześniej.
- Jak to wcześniej?
- Jutro. Nie wiem, czemu. Być może ma to związek z wczorajszym atakiem. Dumbledore chce się przegrupować i wymyślić jakąś strategię. Pomyślałam, że skoro pojutrze ma być zebranie, możemy po nim go odwiedzić.
Syriusz potrząsnął głową.
- Pojutrze pełnia. Wieczorem będziemy musieli się zamknąć w piwnicy w starym domu Remusa. Odpada też dzień po pełni. Wiesz, jaki Remi jest wtedy słaby.
- Syriusz – szepnął z niedowierzaniem Lupin, zerkając na Doriana.
Black posłał mu szeroki uśmiech.
- Zorientował się.
- Och. – Ale gdy Remus zobaczył lekki uśmiech na twarzy Cubice’a, odetchnął. – W porządku. Na pewno to nie…
- Na pewno – powiedział Dorian i spojrzał na mężczyznę uspokajająco.
Remus skinął głową, po czym lekko ją potrząsnął.
- Harry, kupiłem ci rzeczy, których nie zdążyliście kupić wczoraj. Jeśli czegoś będzie brakowało, to pójdziemy znowu na pokątną, ale dopiero gdy skończy się to całe zamieszanie.
Potter skinął lekko głową. Spojrzał na mamę, która uśmiechnęła się szeroko.
- Musimy ustalić jakiś plan – powiedziała, siadając na miejscu obok Harry’ego, a Remus wyczarował sobie piąte krzesło i usiadł tuż przy Syriuszu. – Nie mogę iść do Travisa sama, bo ktoś będzie go musiał zagadać. Druga osoba w tym czasie wyszłaby, na przykład pod pretekstem pójścia do łazienki, i poszukałaby jakiś dowodów.
- No dobrze, ale kto – zastanowił się Remus. – Najbardziej oczywistym wyborem jest w tym wypadku Harry. Travisa nie zdziwi to, że przyjdziesz z synem.
- Jeśli nas odkryje to Harry może być w niebezpieczeństwie – szepnęła niepewnie.
- Harry, myślę, że to najwyższy czas, by jej powiedzieć.
Chłopak uniósł wzrok na chrzestnego i westchnął.
- Mamo – szepnął, po czym niepewnie patrzył, jak oczy kobiety rozszerzają się, a potem wilgotnieją od łez.
- M-mówisz? – zapytała zdławionym głosem.
- Tak. Przepraszam, że wcześniej nie powiedziałem, ale obawiałem się twojej reakcji. Chciałem jak najdłużej utrzymać to w sekrecie, ale wiem, że poprzednio to nie byłaś ty.
Kobieta wyciągnęła dłonie i objęła nimi twarz chłopaka.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, synku.
^^^
Postanowili, że po zebraniu Zakonu, które miało mieć miejsce ponownie u Weasleyów, Lily i Harry zabiorą się z Travisem pod pretekstem rozmowy. Kobieta miała napomknąć, że zabiera starszego syna, żeby Syriusz i Remus mieli trochę spokoju. Obawiała się, czy James nie zechce się przyczepić, ale gdy tylko poprosiła go, żeby wrócił do domu i zajął się robieniem kolacji dla Harresa, mężczyzna zgodził się niemal natychmiast.
Przez ostatnie dni Lily zauważyła, jak bardzo się zmieniło jej myślenie, od kiedy pozbyła się z organizmu trucizny. Nie mogła zaprzeczyć temu, że denerwował ją i jej własny mąż, i syn. Najgorsze było to, że James nie był sobą i zachowywał się jak najgorsza wersja siebie, jednak z Harresem sprawa miała się nieco inaczej. Chłopiec był zwyczajnie źle wychowany. Uważał się za, co najmniej, bóstwo i uważał, że należy mu się wszystko. Lily wątpiła, by jemu też podawano truciznę, bo po pierwsze, był dzieckiem, a po drugie, zachowywał się tak od zawsze. Wcześniej nie sprawiało jej to problemu, właściwie to niemal go zachęcała, ale teraz dostrzegła, jak przez to zniszczyła młodszego syna. Nie żeby miała jakąś inną możliwość. Eliksir, który jej podano, miał na celu wyciągnięcie z człowieka najgorszych cech. W przypadku Syriusza była to impulsywność i agresja, a w jej przypadku zazdrość, arogancja i chorobliwa obojętność na rzeczy, na które nie miała wpływu. Od zawsze ignorowała to, czego nie mogła zmienić, jak na przykład głupie dowcipy Jamesa. Owszem, wściekała się o to, ale o wiele bardziej wolała to ignorować, żeby go nie prowokować. Identycznie było z jej siostrą, kiedy przyjeżdżała do domu na wakacje. Wychodziła z założenia, że jeśli ją zignoruj to Petunia znudzi się i przestanie wyzywać ją od dziwadeł. Przez działanie eliksiru zobojętniała nawet na to, na co miała wpływ.
Travis mieszkał w niewielkim domku, otoczonym dość mrocznym lasem. Miał tylko parter, ale ku uldze Harry’ego, do pokoju i zarazem łazienki, prowadził dość ciemny korytarz, niemal niewidoczny z kanapy w salonie. A jako że Lily zaproponowała, że usiądą w kuchni, było jeszcze mniej prawdopodobne, że Travis zobaczy, że Harry wchodzi nie do tego pomieszczenia, o którym wspominał. Potter usiedział na miejscu tylko kilka chwil, po czym pokazał mamie na migi, że „musi do łazienki”. Kobieta skinęła powściągliwie głową, grając idealnie i przekazała wiadomość Travisow, który machnął ręką, mówiąc, że z pewnością wie, gdzie jest łazienka. Harry co prawda nie do końca wiedział, bo był tu pierwszy raz, jednak nie zamierzał o tym wspominać. Wstał z miejsca i szybko wyszedł z kuchni, słysząc jeszcze,  że woda na herbatę, o którą poprosiła Lily, właśnie zaczęła się gotować.
Lily nie za bardzo wiedziała, o czym rozmawiać z Travisem, ale widząc, jak mężczyzna trajkocze o swoim wyjeździe i marudzi na to, że musiał wrócić, postanowiła ciągnąć temat. Usiadła na krześle wygodnie, udając, że uważnie słucha, ale jej myśli były skupione na synu. Miała szczerą nadzieję, że Harry znajdzie coś przydatnego i jednocześnie, że nie stanie mu się krzywda.
Tymczasem chłopak ominął łazienkę i cicho przeszedł do drugich drzwi, będących tuż obok. Na końcu korytarza było kolejne wejście, ale wygląd drzwi sugerował, że nie przejdzie tamtędy do sypialni, a raczej do piwnicy. Harry rozejrzał się jeszcze dokładnie, wiedząc, że tarcze ochronne wywołują lekkie drgania powietrza, o czym uświadomili go Anastazja i Marco. Nie widząc jednak niczego szczególnego na drzwiach, otworzył je bezszelestnie i wsunął się do środka.
W pokoju panował okropny bałagan. Obok jednoosobowego łóżka, które stało przy ścianie po lewej była szafka nocna, zawalona brudnymi naczyniami i kubkami. Nad łóżkiem, na wiszącej szafce piętrzyły się książki, które, jak zauważył Harry, były podręcznikami z czasów szkolnych Travisa. Z tego, co Potter wiedział, Travis był kilka lat młodszy od Jamesa. Kiedy James był na szóstym roku, Travis chyba dopiero zaczynał szkołę. Harry przeniósł wzrok na otwartą szafę z poupychanymi byle jak ubraniami, a potem na biurko, pełne dokumentów z Biura Aurorów. Potter stwierdził, że to najciekawsze z miejsc w pokoju, więc powoli podszedł bliżej.
Momentalnie zmarszczył brwi. Zauważył kopie akt, które nie powinny wychodzić poza mury Ministerstwa, a wśród nich akta jego ojca, matki, Syriusza i kilku dobrze mu znanych osób. Dostrzegł też akta Daniela Outragera, faceta, który wykorzystał go, kiedy miał cztery lata. To go mocno zaniepokoiło. Zaraz koło tych akt były dane jego brata, Conrada Outragera. To ten mężczyzna przeszukał dom Potterów, mając nadzieję na znalezienie u nich zwłok swojego brata.
Harry kompletnie nie rozumiał, co ich łączy z Travisem. Na wszelki wypadek, Harry skopiował akta dwóch mężczyzn, mając nadzieję, że coś z nich wyczyta, gdy będzie już bezpieczny.
Chłopak rozejrzał się po pokoju, ale nie wiedział, jak mógłby znaleźć w tym bałaganie coś przydatnego. Jeśli Travis faktycznie podtruwa rodziców, musi skądś brać eliksir. Harry rozejrzał się dokładnie po dokumentach, mając nadzieję, że znajdzie list do jakiegoś Mistrza Eliksirów, który byłby w stanie uwarzyć, bądź co bądź, dość trudny eliksir, jednak nic nie znalazł. Już miał wychodzić ze zmniejszonymi dokumentami w kieszeni, kiedy jego wzrok padł na dokument oprawiony w ramkę i zawieszony na ścianie. Było to świadectwo zdania OWTM-ów. I Harry dokładnie widział wielkie W w rubryczce eliksiry. No jasne. Przecież to oczywiste. Dlaczego Travis miałby kupować od kogoś eliksir do swoich nalewek, skoro jest w stanie sam go zrobić?
I Harry od razu wiedział, dlaczego drzwi na końcu korytarza wyglądają na tak zaniedbane. Opary z eliksirów podniszczyły niedostosowane drzwi. Doskonale pamiętał, jak na którejś lekcji, profesor Snape mówił im, żeby nawet nie próbowali warzyć eliksirów w dormitoriach, bo zniszczą tylko wszystkie sprzęty, które nie miały na sobie zaklęć ochronnych. Harry wyszedł cicho z pokoju i już miał skierować się do piwnicy, kiedy usłyszał, jak woła go mama. Najwyraźniej czas mu się skończył.
Pobiegł szybko do kuchni i uśmiechnął się niepewnie do mamy.
- Co tak długo? – zapytała nieco oschle, grając idealnie.
- <Skończył się papier. Szukałem nowego> - powiedział na migi, udając zawstydzonego. Wcale nie musiał się bardzo starać, bo adrenalina sprawiła, że jego policzki mocno się zarumieniły.
- Rozumiem – mruknęła. – Musimy już iść. Mam nadzieję, że James nie wysadził kuchni, podczas robienia obiadu.
- W takim razie do zobaczenia, Lily – powiedział Travis. – Jesteś pewna, że nie chcesz nalewki.
- Nie, dziękuję. Ale może jak do nas wpadniesz to się napijemy.
Bickle skinął lekko głową, a Harry doskonale zauważył niezadowolenie w jego oczach. Wyszedł za mamą, aż za drzwi. Kobieta chwyciła go za ramię i teleportowali się prosto do mieszkania Syriusza. Lily natychmiast przytuliła syna i ucałowała go w czoło.
- Martwiłam się, że miał tam jakieś zaklęcia ochronne i że coś ci się stało.
- Nic mi nie jest, mamo – zapewnił. – Mam kopię pewnych dokumentów, ale nie wiem, czy na coś się przydadzą. Wiem też, że Travis nie kupuje  eliksirów, tylko sam je warzy, pewnie piwnicy.
- To ma sens – powiedziała Lily, zerkając na Syriusza i Remusa, którzy stali w drzwiach kuchni. – Kiedyś wspominał, że nieźle sobie z nimi radzi. Czyli nie ma co szukać dostawcy?
- Nie. Ale mam to – wyjął z kiszeni pomniejszone akta. – Ma ich mnóstwo. Ma też dane dotyczące was.
- Nie powinien wynosić ich z Ministerstwa – zauważył Syriusz, biorąc do ręki jeden plik dokumentów. – Zobaczmy, co my tu mamy… Daniel Outrager – Syriusz zerknął szybko na Harry’ego i westchnął. – Brat Conrada i syn Williama i Jessiki Outrager. Rodzice nie żyją. Ojciec śmierciożerca. Zmarły w 1976… Hymm. Chodziliśmy wtedy do szkoły.
- Co jest dalej? – zapytała Lily.
- Czekaj – zatrzymał go Harry, tknięty przeczuciem. – W jakich okolicznościach zmarł?
- Eee… Z tego, co tu pisze na skutek wypadku. Poparzenie.
Harry zbladł lekko.
- A pisze gdzie zmarł?
Syriusz przewertował dokument, odnajdując sekcję dokładniej poświęconą rodzinie.

- Och – mruknął. – Przy Wrzeszczącej Chacie – szepnął. – To ten śmierciożerca, którego przypadkiem zabiłeś. – Syriusz spojrzał na chłopca ze współczuciem, po czym ponownie spojrzał na dokument. Już miał go zamknąć, gdy jego wzrok padł na dalszych członków rodziny. Tym razem to on zbladł. – Travis Bickle jest kuzynem Daniela i Conrada. William, ich ojciec, był jego wujem.
^^^
Na koniec tego rozdziału przydałoby się takie mroczne bam, bam, BAM! ;)
Liczę na wasze komentarze!

5 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę z nowego rozdziału :) Wyjaśniło się kilka spraw, ciekawe tylko dlaczego mści się akurat na Potterach?
    Dorian chyba ma jakiś pomysł co do problemu Remusa , jednak to tylko moje zdanie :)
    Dużo weny życzę i czekam na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę cię zapewnić, że dość wyraźnie usłyszałam to mroczne BAM, BAM, BAM w mojej głowie na koniec rozdziału.
    Jestem ciekawa co tam Dorian wykombinował na problem Remusa :D
    Czekam na kolejny rozdział!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczaczki, pierwsza myśl po przeczytaniu była ściśle niecenzuralna, więc raczej jej nie zapisze. Niemniej jednak sama zapewniłaś dość mrocznego bam, bam, bam. Wreszcie też rozumie się tytuł rozdziału.
    Boje się pisać coś więcej bo jak ostatnio próbuje wstawić tu jakiś komentarz to zawsze mi usunie jak już spędzę 15minut nad zapisywaniem tego co cisneło mi się na klawiature, co powoduje brak moich esejowych wypocinek��.
    Czekam na ciąg dalszy i gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. To mnie zaciekawiłaś. Kuzyn tamtej dwójki. Dodatkowo miło, że Lily się polepszyło. Czy mi się wydaje, czy Dorian może coś zaradzić na futerkowy problem Remusa? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, nie wiem jak mogłam w tygodniu przegapić rozdział. Akcja zawiązuje się genialnie, bardzo dobrze że Lily się polepszyło. Czyżby Dorian wymyślił coś więcej niż zwykły eliksir tojadowy dla Remusa ? Ostatnie zdanie i naprawde dało się usłyszeć BAM BAm Bam... Ale jak Travis doszedł do tego że to Harry wtedy zabił członka jego rodziny ?

    OdpowiedzUsuń